poniedziałek, 4 lutego 2008

boboklub

Odkryłam na naszej ulicy coś na kształt prywatnego żłobka na godziny. Przyjmują tam dzieci od 6 msc-y do bodajże 3 lat. Przechodząc zajrzałam do środka. Na dużej, prawie pustej sali kłębiło się około dziesięciorga dzieci. Dwoje płakało, kilkoro marudziło, reszta pełzała/dreptała/siedziała apatycznie. 3 młode opiekunki zajmowały się nimi energicznie, acz bez uśmiechu na twarzach. Brakowało mi w tym miejscu serca, śmiechu i zabawy, a nawet zabawek (było ich tam mniej niż u nas w dużym pokoju). Nie wyobrażam sobie, że mogłabym tam chłopaków zostawić. Nie szukam dla nich wykwalifikowanej opieki od-do. Szukam kogoś kto zajmie się nimi z autentyczną przyjemnością, włoży w to serce. W czwartek kolejne przesłuchanie - tym razem studentka.

Kot właśnie narzygał na pokrywkę od pojemnika z zabawkami. Nie zdążyłam wynieść go na taras, ale przynajmniej odsunęłam od świeżo wypranych piankowych puzzli.

Wieczorem wyszłam na chwilę. Było po deszczu. Pachniało wiosną. Chcę, żeby było wreszcie ciepło. Chcę długich wieczorów. Chcę znów chodzić w mini. Chcę głośno słuchać muzyki na słuchawkach. Chcę biegać w deszczu.

Brak komentarzy: