wtorek, 19 lutego 2008

niebo nad Warszawą

Pełzacze pełzają po kuchni i salonie, a ja próbuję ugotować coś dla nich na obiad, dla nas na obiad, napisać coś na blogu, dodzwonić się do potencjalnych kandydatek na babysitterki oraz przejrzeć rzeczy do wystawienia na allegro.
Wczorajsza niania może być, acz nie wzbudziła w nas wielkiego entuzjazmu. W czwartek ma zadzwonić, bo wybierała się jeszcze na inne rozmowy. Dziś dzwoniłam do kolejnej kandydatki, która chwali się 25-letnią praktyką w żłobku. Szczerze mówiąc trochę przeraziła mnie myśl czego mogła się nauczyć pracując w żłobku w latach 70. i 80. Może będzie poiła chłopców czarną herbatą z cukrem albo krowim mlekiem? Albo trzymała ich cały dzień w łóżeczku? Dawała smoczka zamiast się z nimi bawić? Chyba wpadłam w paranoję i jednak się z nią nie umówię.
Koncert bardzo, bardzo dobry, ale nie cudowny. Niestety nie było już biletów na płycie, więc miejsca do tańczenia mało, ale i tak poskakałam. Atmosfera była jak dla mnie trochę zbyt sztywna, a całość trochę za bardzo popowa. Albo ja się starzeję, albo pan Smith się starzeje, albo jego publika się starzeje - pewnie wszystko po trochu. Na szczęście zagrali również moje ulubione, dołujące kawałki.
Niebo dziś niesamowite - szaro-fioletowo-różowe. Chcę żeby wreszcie przyszła wiosna. I chcę więcej tańczyć, bo poza dźwiganiem bobasów i seksem, w ogóle się nie gimnastykuję. No i chcę znaleźć tę opiekunkę, żeby móc trochę popracować i trochę odpocząć.

Brak komentarzy: