wtorek, 26 lutego 2008

spacer

Wiosna!!! Teraz to już naprawdę przyszła - pachnie wilgotną ziemią i ptaszki świergolą. Z tej okazji pierwszy raz w życiu wybrałam się sama, samodzielna na spacer z moimi chłopakami. Nie ubieram ich już w kombinezony - niech się hartują. Założyłam im tylko body z krótkim rękawem, rajstopki (co prawda nie cierpię chłopców w rajstopkach, ale wiatr był duży), spodnie i bluzy. Następnie bohatersko staszczyłam wózek z półpiętra (mieszkamy na bardzo wysokim parterze bez windy). Potem zniosłam i wpięłam jednego delikwenta (zostawiając drzwi do mieszkania otwarte) i wróciłam po drugiego. Pierwszy, Olaf, kiedy zniknęłam mu z oczu, natychmiast się rozpłakał. Na szczęście w ciągu minuty byłam z powrotem taszcząc pod pachą Igora, kurtkę i torebkę. W międzyczasie kot wybiegł oczywiście na klatkę schodową i nijak nie dawał się zwabić do mieszkania. Machnęłam więc na zwierzę ręką, doszedłszy do wniosku, że zdrowie psychiczne moje i dzieci jest ważniejsze. Siedząc na schodach ubrałam chłopaków do końca - w czapeczki bawełniane, bluzy polarowe i takie miękkie butki od kombinezonów. Dla porządku przykryłam im jeszcze nogi cienkimi, bawełnianymi rożkami. Trochę marudzili, bo nie bardzo wiedzieli, co się dzieje, więc ich na chwilę zasmoczkowałam. Nie muszę chyba dodawać, że po tej całej operacji, zakończonej przepychaniem podwójnego wózka przez drzwi od domofonu, a następnie od klatki, byłam spocona jak mysz. Ale opłaciło się. Byliśmy w mikro lasku koło naszego domu i na placu zabaw pełnym dzieci i psów. Chłopcy trochę poobserwowali, a potem zdrzemnęli się na słoneczku. A ja poczytałam "Deus Irae" K. Dicka i Zelaznego (notabene jak dotąd to chyba najbardziej przygnębiająca książka mistrza paranoi jaką czytałam).

Mamy nową potrawę - kaszkę z dynią, która dość im smakuje i stanowi bazę innych dań:
1/2 dyni hokkaido
1/2 szklanki kaszy jaglanej
Dynię obrać, usunąć włókna i pestki ze środka i pokroić w kostkę. Wrzucić do garnka razem z kaszą, zalać wodą i gotować do miękkości. Można ją podawać zmiksowaną np. z namoczonymi w gorącej wodzie rodzynkami lub przecierem owocowym oraz olejem palmowym i zmielonymi pestkami słonecznika albo jako zagęszczający dodatek do warzywnej zupki.

Myślałam, że na polskim rynku zdrowej żywności nic mnie już nie zaskoczy, ale na szczęście się myliłam - odkryłam śmietankę ryżową bio. Skład ma bajecznie prosty: ryż, olej słonecznikowy, sól morska i karob, więc jest wymarzona nie tylko dla wegan, ale także dla alergików. Kupić ją można np. tu:
http://www.naturo.pl/
Dodaję ją chłopakom do kremów z warzyw i chyba im smakuje. A jak wreszcie pojawią się jakieś polskie, ekologiczne owoce, będę robić na jej bazie kremy, bo jest bardzo gęsta.

Brak komentarzy: