czwartek, 14 lutego 2008

walentynki

Z okazji Walentynek, jak co roku, dopada mnie obsesja związkowych podsumowań. I mimo, że w tym roku akurat wypadają one tak dobrze jak rzadko kiedy, nie byłabym sobą, gdybym jednak nie próbowała spraw choć trochę pokomplikować. Najpierw czytając świetną skądinąd książkę "Kochaj siebie, a nieważne, z kim się zwiążesz" Evy-Marii Zurhorst. Niestety większość tez w niej zawartych znałam już od dobrych kilku lat, a poza tym nie miały one w naszym przypadku żadnego zastosowania. Ale pozycję tę szczerze polecam, zwłaszcza tym, którzy zaczynają marzyć o nowym partnerze pod wpływem rozczarowania swoim obecnym związkiem, a także wszystkim zdradzanym i zdradzającym - podejście autorki do zagadnienia zdrady jest naprawdę rewolucyjne. A oto próbka: "Każdy, kto najdzie się w głębokim kryzysie, powinien wiedzieć jedno: wszystko, co było możliwe w fazie zakochania, ukazuje prawdziwy potencjał związku. Wszystko to, krok po kroku, może pojawić się między tymi ludźmi nawet po dziesiątkach lat, jeśli ruszą w drogę ku uzdrowieniu." Kolejna moja lektura to "Dekalog" Antoniego Kępińskiego. Tam również, jak zwykle u mistrza Kępińskiego, znalazłam wiele ciekawych słów o związkach. Na przykład: "Dla harmonii małżeństwa lepiej jest, gdy zgodność dotyczy cech bardziej powierzchownych, a rozbieżność cech głębszych." O małżeństwach labilnych i stabilnych: "Trudno powiedzieć, który z obu modeli małżeństw jest bardziej nerwicorodny. Tłumienie uczuć negatywnych nie jest zdrowe, ich wyładowywanie nie jest jednak lekarstwem. Wbrew temu, co nieraz się doradza, by złość swą wyładować, wyładowanie agresji nie zawsze przynosi ulgę bądź ulga ta jest tylko chwilowa. Złość rodzi złość." O szczerości: "Istnieje więc w stosunku wzajemnym partnerów wewnętrzna sprzeczność między szczerością i spontanicznością związków uczuciowych a ich stabilnością, wynikającą z poczucia odpowiedzialności. Poczucie odpowiedzalności wymaga stłumienia uczuć niekorzystnych dla trwałości związku małżeńskiego, natomiast potrzeba szczerości, istotna do utrzymania właściwej atmosfery w małżeństwie, wymaga ich ujawnienia." I na koniec klasyczny problem: "Jeśli dwoje osób wykazujących jakąś parę cech przeciwstawnych, ale w różnym nasileniu, złączy się razem, to w wyniku wspólnego życia nasili się u jednego z nich ta cecha, która u partnera występuje w stopniu słabszym." Czy to znaczy, że jeśli mój mąż jest coraz lepszy, to ja staję się coraz większą zdzirą? Mam nadzieję, że nie...

Brak komentarzy: