poniedziałek, 24 marca 2008

two ways to choose/which way to go/decide for me/please let me know

Nie wiem, czy to z powodu świat wielkanocnych, ale na jednym z forów dla mam ponownie wybuchła dyskusja na temat chrzcin. W związku z czym postanowiłam przedstawić moje zdanie tutaj, żeby gdzie indziej się nie powtarzać.

Mam 3 nieochrzczonych dzieci i chrzcić ich nie zamierzam. Na szczęście ich ojcowie w tej materii zawsze byli ze mną zgodni w 100%. Przy pierwszym dziecku ta decyzja wywołała ogromną krytykę i oburzenie bliższej i dalszej rodziny (o dziwo, nawet mojego ojca, który właściwie nie przestępował progu kościoła). Jedyną osobą, która przyklasnęła tej decyzji, był brat mojego eks - kapucyn. Potwierdził on nasze tezy mówiąc, iż chrzest bez wiary jest pustym rytem, a pierwsi chrześcijanie chrzcili dopiero dorosłych i to takich, którzy przeszli próby wiary. Najzabawniejsza była w całym tym sporze reakcja prababci mojej córki, radiomaryjnej katoliczki, która stwierdziła: "a może ten kapucyn tak do końca tego nie rozumie?".

Odkąd odeszłam od kościoła w 3. klasie liceum, wiedziałam, że nie mam zamiaru brać ślubu kościelnego ani chrzcić dzieci (których już wówczas planowałam czwórkę), bo krzywoprzysięstwem byłoby z mojej strony obietnica wychowania dzieci w katolickim duchu. Oczywiście naturalną konsekwencją tej decyzji jest również nieposyłanie dzieci na lekcje religii. Schody zaczęły się, kiedy córka poszła do przedszkola, ku mojemu przerażeniu, okazało się, że dzieci mają tam religię już od 5.roku życia. Na początku próbowałam posyłać ją tam wraz z innymi dziećmi, bo pani katechetka rozdawała ładne, kolorowe obrazki, które ona też chciała dostawać. Myślałam, że będzie to dla małej nieszkodliwa rozrywka, sposobność poszerzenia horyzontów i poznania tradycji oraz innego punktu widzenia. Kiedy jednak kiedy okazało się, że dzieci w ramach tych zajęć są co tydzień wypytywane, czy były w niedzielę w kościele, a jeśli nie, muszą przy całej grupie się tłumaczyć z tego faktu, czym prędzej wypisałam córkę z lekcji religii. Łudziłam się, że lepiej będzie w szkole - wszak przy podpisywaniu konkordatu zagwarantowano ateistom oraz innowiercom prawo wyboru lekcji etyki bądź religioznawstwa zamiast religii. Bardzo cieszyłam się, że będzie mogła chodzić na takie zajęcia. Uczęszczała do dwóch podstawówek - społecznej i publicznej, a obecnie do publicznego gimnazjum i w żadnej z tych szkół obietnica ta nie została spełniona. W najlepszym wypadku może liczyć na to, że ona i jej podobni zostaną wzięci pod uwagę przy układaniu planu lekcji i religia znajdzie się w nim umieszczona na pierwszej lub ostatniej lekcji tak, by nie musiała spędzać tej godziny w bibliotece lub, co gorsza, na zajęciach z inną klasą.

Reasumując - wychowanie dziecka zakłada podejmowanie za nie wielu mniej lub bardziej istotnych wyborów, co więcej jest to integralna część procesu wychowawczego. Konsekwencje tych wyborów ponoszą przede wszystkim dzieci, ale również ich rodzice. Co ciekawe, w naszym kraju decyzja o niewychowywaniu dziecka w duchu żadnej religii i pozostawieniu mu wolnego wyboru w tej kwestii spotyka się z większym zdziwieniem, a często wręcz krytyką, niż narzucanie niczego nieświadomemu, małemu człowiekowi wizji świata, która bywa, że nie jest nawet odzwierciedleniem poglądów jego rodziców, a jedynie dowodem ich konformizmu i owczego pędu. Decyzja o robieniu "tego, co wszyscy" i "tego, co wypada" pozostaje decyzją i ma wpływ na kształtowanie małego człowieka i jego dalsze życie.

1 komentarz:

jiivan pisze...

Brawo. Sam nie byłem chrzczony i jestem za to wdzięczny moim rodzicom.