niedziela, 18 maja 2008

oh your hair is beautiful

Olaf przechodzi drugie w swoim krótkim życiu przeziębienie. Ma duży katar i kaszel, ale byliśmy w piątek na osłuchaniu i na szczęście to nic poważnego. Igor gorączkował jedną noc i miewa mały katar, ale to chyba od zębów, bo akurat przebija mu się drugi trzonowiec. W ciągu dnia po każdym ataku kaszlu Olafa, pokasłuje "ehe, ehe", żeby zwrócić na siebie uwagę. Co ciekawe, nigdy nie zarażają się od siebie, no może za wyjątkiem grypy żołądkowej, ale wtedy byliśmy chorzy całą piątką. Kiedy Olaf zimą przechodził pierwsze w życiu przeziębienie, próbowałam ich izolować, ale kiedy zobaczyłam, że śpią przytuleni w łóżku, a ja mylę ich smoczki i nic się nie dzieje, dałam sobie spokój.

Igor, mimo iż właściwie od urodzenia pija mniej mojego mleczka i jest o cały kilogram szczuplejszy od brata, wydaje się bardziej odporny. Z kolei Olaf wyprzedza go w rozwoju motorycznym - pierwszy zaczął pełzać, raczkować, stawać i siadać. Do tej pory porusza się szybciej i rzadziej wywraca. Jedyna umiejętność ruchowa, której w przeciwieństwie do brata nie posiadł, to schodzenie tyłem z materaca. Obaj są bardzo sprawni manualnie, ale to Igor rwie się do samodzielnego jedzenia - do tego stopnia, że ostatnio wyjmuje sobie z buzi, to czym go karmię, obraca w łapkach, ogląda i wkłada spowrotem. Jest też mistrzem "paluszkowego" jedzenia: spaghetti, szparagów, chrupków, pieczywa ryżowego, suszonych moreli i ogórków małosolnych. Jest też bardziej elokwentny - ostatnio zaczął mówić na kota "cici-cici" (od "kici-kici"). Nauczył się też wyciągać łapki do góry, nie tylko po to, żeby pokazać jaki jest duży, ale po to, żeby wziąć go na ręce. Olaf z kolei na sobotnim spacerze ściągnął na siebie uwagę 2 nastolatek (sic!) zakrywając głowę kocykiem i odkrywając z uśmiechem. Byłam z niego dumna, kiedy usłyszałam jak jedna z dziewcząt mówi do koleżanki "Spójrz, co ten mały chłopiec w wózku robi!".

A w ogóle to zauważyłam, że myśląc i mówiąc o chłopcach, definiuję ich głównie przez różnice między nimi. Ale taki już chyba urok bycia mamą bliźniąt. A propos uroków posiadania mnogiego potomstwa: w sobotę byliśmy z chłopcami po warzywa na bazarku. Akurat przepychałam nasz podwójny, czarny wózek alejką między straganami, kiedy zrobił się korek. Z naprzeciwka nadjeżdżały dwa, identyczne, czerwone, bliźniacze wózki, w jednym siedziały na oko 2,5-roczne śliczne dziewczynki, a w drugim - chłopcy. Pierwszy wózek pchał mężczyzna, a drugi kobieta, która z uśmiechnęła się do mnie i zaproponowała "Pani pojedzie z nami - wszyscy będą się pytać, czy to sześcioraczki".

Niedługo minie rok jak siedzę z chłopcami w domu (chociaż "siedzenie" w tym przypadku to eufemizm). Bywa ciężko, mimo, iż od 2 miesięcy mam do pomocy opiekunkę, która zajmuje się nimi po kilka godzin 2 razy w tygodniu. Nota bene, ona sama powiedziała mi ostatnio, że zajmowanie się naszymi chłopcami jest dużo trudniejsze niż zajmowanie się 3 dzieci urodzonych rok po roku, z którymi pracowała poprzednio. (Zresztą ja również pracowałam kiedyś jako au pair i miałam czworo podpiecznych w wieku od 5 miesięcy do 8 lat i w pełni zgadzam się z opinią, że bliźnięta są bardziej wymagające.) W przeciwieństwie do opieki nad jednym dzieckiem, kiedy moim głównym problemem była nuda, obecnie w moim życiu dominuje zmęczenie. Ta sytuacja ma jednak swoje niezaprzeczalne plusy - po pierwsze, ludzie wiele mi wybaczają jako mamie bliźniąt - mogę o czymś zapomnieć, mieć w domu bałagan, zamawiać gotowe jedzenie i chodzić do obiadu w piżamie, a i tak spotykam się z wyrazami podziwu. Mogę farbować włosy na dowolny kolor i ubierać się jak mi się żywnie podoba, bo nie muszę chodzić do biura. No i jestem o 3 kg chudsza niż przed ciążą (wtedy i tak byłam chuda), ale dzięki temu moje ukochane jeansy, w które wtedy ledwo się wbijałam są całkiem luźne.

Nie byłabym sobą (czyt. klasyczną meteopatką), gdybym nie wspomniała, co sądzę o tej pogodzie - mam dość! Kocham wiatr, kocham burze, ale niech, na rany Buddy, będzie gorąco. I dlatego właśnie męczę męża, żebyśmy przeprowadzili się na południe Europy - najlepiej nad Morze Śródziemne.

Brak komentarzy: