niedziela, 4 maja 2008

riders on the storm

Bobasy nieustannie robią postępy. Coraz rzadziej pełzają, coraz częściej raczkują i wstają przy meblach. Robią też pierwsze, nieśmiałe kroki z podparciem. W zeszłym tygodniu dosłownie mnie zatkało, kiedy Igor widząc, że przygotowuję im jedzenie, podpełzł do mnie, pociągnął za nogawkę i powiedział "da am". Moje zaskoczenie mogło się równać tylko z tym, kiedy moja niespełna dwuletnia wówczas córka zamiast standardowych dziecięcych bohomazów narysowała człowieka.

Chłopcy zafundowali nam fajny długi weekend. Przez dwa dni jedli tylko 3 stałe posiłki dziennie i długo spali w nocy - w piątek aż do 10:40! Poza tym w środę w nocy zostali z moją mamą i nie sprawiali kłopotu. A nam udało się wyjść na feministyczną imprezę przez 2 dni pod rząd. Nie były to dla mnie zbyt udane wyjścia, zwłaszcza, że pomiędzy nimi spałam tylko 3,5 godziny, ale fakt pozostaje faktem. Moja wolność nie została bezpowrotnie utracona, chociaż zawsze po pojawieniu się dziecka tak mi się wydaje.

Rafał właśnie kończył składać drugie łóżeczko i zorientowaliśmy się, że nie kupiliśmy drugiego materacyka, więc na razie bobasy testują jedno, ale za to maksymalnie obniżone. Mam ambitny plan nauczenia ich w najbliższym czasie: spania w łóżeczkach, picia wody przez słomkę (za radą dobrych cioć z wegedzieciaka) i robienia kupek na nocniki. Przydałoby się również rozpocząć naukę samodzielnego jedzenia, ale nie wydają się do tego gotowi. Ilość rzeczy, których trzeba ich nauczyć czasem mnie przeraża. Ale kiedy patrzę na moją 15-letnią córkę, widzę, że nie jest tak źle - nie tylko sama je i ubiera się, ale umie też smacznie gotować i trochę szyć.

Inne rodziny wiosną rozpoczynają sezon grillowy, u nas dziś rozpoczął się sezon szparagowy i małosolno-ogórkowy. (Chociaż uważam się za feministkę, potrafię zrobić domowe ogórki małosolne, budyń i kisiel, a odkąd skończyłam 30 lat zdarza mi się nawet uprawiać zioła w doniczkach). Chłopcy razem z nami jedli na obiad zielone szparagi (których jestem zagorzałą fanką i o których wyższości nad białymi mogłabym napisać rozprawę). Igor jadł je nawet sam - trzymając w łapce jak chrupka. W ogóle dziś jedliśmy wspólnie obiad (poza tym dostali ryż i botwinkę), z tym, że ponieważ ich karmiłam, zjadłam zimny.

Podsumowując, jestem coraz bardziej optymistycznie nastawiona do życia. Szczególnie dobrze nastawiają mnie majowe burze i zapach pierwszych bzów.

Brak komentarzy: