niedziela, 27 lipca 2008

hot in the city

Jako, że nasza super niania postanowiła znaleźć "prawdziwą", pełnoetatową pracę, jesteśmy zmuszeni szukać nowej. Właśnie daliśmy pierwsze ogłoszenia i lada chwila całe przedstawienie znów się zacznie.

Mąż z zagipsowanym torsem kiepsko znosi wysokie temperatury, a ja nie czułam się dziś na siłach pchać 20-kilowego wózka z dwoma 10-kilowymi osobnikami (jako, że sama ważę 46 kg, czuję się usprawiedliwiona). A że samochód musiałam zostawić wczoraj w warsztacie, cały dzień byliśmy dzisiaj w domu; a właściwie pół, a drugie pół - na tarasie. Zabawa na tarasie jest tym, co bobasy lubią najbardziej. Dwa wyjścia polegały na taplaniu się na golasa w basenie pełnym zabawek. Za trzecim razem chłopcy raczkowali po całym tarasie od czasu do czasu mocząc łapki w wodzie. Tak było do momentu, kiedy Igor wpadł na pomysł, żeby wejść do basenu w koszulce i pieluszce. Nie pozostało mi więc nic innego jak wylać wodę z basenu na terakotę i rozebrać towarzystwo, żeby mogło z lubością taplać się w płytkiej kałuży.

Resztę dnia spędziliśmy w środku. Olaf nauczył się jeździć samochodem odpychając się nóżkami, jednak branie zakrętów nadal sprawia mu problem. Igor natomiast nadal sadowi się na ciężarówce-wywrotce i rozgląda za kimś, kto będzie go woził - najczęściej zgłasza się Olaf. Mieliśmy też bardzo miłą poobiednią chwilę odpoczynku - leżałam z chłopcami w sypialni - każdy w swoim łóżeczku - relalsowaliśmy się i rozmawialiśmy.

Brak komentarzy: