piątek, 4 lipca 2008

strzeż się tych miejsc

W naszym, otwartym na korytarz i kuchnię, salonie chłopcy mają swój ulubiony kąt, w którym trzymamy: subbufer, komputer, monitor, video, dekoder, 2 modemy, klawiaturę, telewizor i kilkaset płyt CD. To wszystko właściwie stoi na podłodze, a za tymi urządzeniami ukryte jest wężowisko kilkudziesięciu splątanych kabli. Są w naszym mieszkaniu jeszcze inne arcyciekawe miejsca: łazienka, w której można podnosić klapę od sedesu i wkładać ręce do środka, a przy odrobinie szczęścia okaże się, że mama zapomniała schować szczotkę do sedesu i można umyć nią całą podłogę. Otwarta na salon kuchnia z kocią miską pełną suchej karmy oraz zmywarką na której otwartych drzwiach można usiąść albo chociaż oprzeć się łokciami i chlapać się w brudnej wodzie, albo próbować wymontować pojemniki na naczynia. Z kolei w pracowni stoi serwer, który daje się wyłączyć jednym pstryknięciem. Ale największa atrakcja kryje się w pokoju siostry, na niskim stoliku - klatka z najprawdziwszym, żywym i ruchliwym chomikiem. Kiedy nikt nie widzi, klatkę daje się łatwo zrzucić na podłogę.

Chłopcy geografię naszego mieszkania mają już w małym palcu. Teleportowani z zakazanych rejonów potrafią z łatwością w nie powrócić, chyba że coś innego zaprzątnie ich uwagę. Ale jak wiadomo koncentracja trwa w tym wieku bardzo krótko, więc prędzej czy później wracają na miejsce zbrodni. Mają coraz lepszą pamięć, niestety wybiórczą. Kiedyś miałam pilną pracę i popełniłam błąd pozwalając im rozszabrować moją torebkę. Od tej pory kiedy ją widzą, domagają się prawa do wyjmowania jej zawartości. Podobnie jest z moim portfelem, który uwielbiają otwierać i opróżniać - w takich chwilach współpracują sprawnie i zgodnie - w ciągu kilku minut wszystkie karty i wizytówki trafiają do ich otworów gębowych.

Próby komunikacji werbalnej mające na celu przekonanie bobasów, że czegoś im nie wolno kosztują mnie sporo nerwów. Igor z reguły śmieje się patrząc mi bezczelnie w oczy i kontynuując zakazany proceder. A kiedy podniosę głos, płacze z taką rozpaczą i żalem, że od razu mam ogromne wyrzuty sumienia. Olaf częściej reaguje na "nie wolno", choć bywa, że jest tak zaabsorbowany zabawą, że mnie nie słyszy. A na podniesiony głos reaguje ukryciem buzi w dłoniach - siedzi tak przez chwilę, a potem zajmuje się czymś innym. Pocieszam się, że obaj codziennie coraz więcej rozumieją i niedługo rozpoczniemy erę negocjacji.

1 komentarz:

Aneta i Twinsy pisze...

to sie nazywa chyba dzieciecy terroryzm, ten placz i buzka w lapkach :)) I jak gniewac sie na takie sloneczka?? :)