sobota, 12 lipca 2008

too good to be true

Zaplanowaliśmy i zorganizowaliśmy wymarzony wyjazd. Umówiliśmy się z opiekunką, że będzie w tym czasie mieszkać u nas z chłopcami i z moją mamą, że ją zmieni na kilka godzin i z moją córką, że chociaż mieszka teraz u swojego taty, będzie popołudniami przychodziła pobawić się z braćmi. Pretekstem był koncert Manu Chao, za którym oboje przepadamy. Ale skoro już odważyliśmy się wybrać na tak długo bez dzieci, postanowiliśmy pójść na całość i pojechać tam dzień wcześniej. Czyli w sumie wyjazd na 3 dni i 2 noce. Piękny Wrocław, wegańskie jedzonko w Vedze na rynku, super koncert na wyspie, podróż pociągiem i wreszcie wypasiony hotel z basenem - czyli 3 dni zabawy, wypoczynku i nieskrępowanego seksu. Aż sama sobie zazdrościłam. I wszystko byłoby dobrze, gdyby mój ukochany dosłownie na 3 dni przed wyjazdem nie spadł wracając z pracy w deszczu ze skutera i nie złamał sobie obojczyka. Teraz ma gips na 6 tygodni. I nie dość, że z nieskrępowanego seksu nici, to jeszcze przez półtora miesiąca czeka mnie więcej niż zwykle dźwigania i noszenia na rękach bobasów, bo jedną ręką, nawet prawą, będzie mu trudno. A miało być tak pięknie...

3 komentarze:

morven pisze...

Bardzo mi przykro... Wiem, że to słaba pociecha, ale to była jakaś feralna noc... Dokładnie w tym samym deszczu Arim (znany twojemu mężowi skądinąd) oraz niżej podpisana skasowali sobie samochód. I jak tu nie wierzyć w szczególne nagromadzenie pecha? Może zacznę czytać horoskopy, rotfl ;-) i w pewnych konkretnych terminach nie będę wychodzić z domu. Przenaczenia nie uniknę, ale prawdopodobieństwo może się zmniejszyć.

dkf pisze...

współczuję :(.
a co do przeznaczenia - jak zostaniesz w domu, żyrandol może się oberwać i spaść Ci na głowę lol. na tym przecież właśnie polega przeznaczenie ;)

Anonimowy pisze...

uuuuu alternatywny sex z gipsem też można zastosować ;)
Patrilla trzyma kciuki :)