niedziela, 10 sierpnia 2008

boogie nights

Moja córka Weronika miała dziś o 6 rano wrócić z obozu w Sintrze pod Lizboną. Rafał miał ją odebrać z lotniska, ale właśnie zadzwoniła z wiadomością, że zginęła rezerwacja na lot dla całej grupy! Więc nocują na lotnisku i nie wiadomo, kiedy polecą. Mam nadzieję, że chociaż dobrze się bawią. Noc spędzona na lotnisku ma swoje uroki.

A co do uroczych nocy, to korzystając z ostatnich dni pracy naszej super niani, przedwczoraj wybraliśmy się do ulubionego hotelu w centrum. Na tę okazję zafundowałam sobie czerwone paznokcie u nóg i rąk i założyłam najpiękniejsze majtki świata (nota bene prezent od męża). Powiem w skrócie, że oprócz rozgrywania 2 partii scrabbli, zajmowaliśmy się odrabianiem seksualnych zaległości i niedogodności spowodowanych złamanym barkiem ukochanego. Żeby było śmieszniej, wyżej wymieniony hotel dosłownie sąsiaduje z blokiem, w którym Rafał mieszkał (nawet kiedyś go tam odwiedziłam) w czasach, kiedy jeszcze nie śniliśmy o tym, że będziemy razem.

1 komentarz:

bluszcz pisze...

Majtki wyglądają ślicznie ;)