środa, 20 sierpnia 2008

Kapitan Chrupek i Słodzik

Przed chwilą pisałam o niesamowitych postępach chłopców, ale dziś dosłownie przeszli samych siebie. Prawie cały dzień spędziliśmy poza domem. Byliśmy na ogromnym placu zabaw w Ogródku Jordanowskim. Do tego, że Igor szaleje po całej piaskownicy, a także samodzielnie wchodzi do niej i wychodzi przyzwyczaiłam się już jakiś czas temu. Dziś wystarczyło, że na chwilę odwróciłam wzrok, a wspiął się po drabince na zjeżdżalnię! Dobrze, że cały czas stałam obok, bo na początku wolał z niej skakać niż zjeżdżać. Olafek natomiast wspinał się jak człowiek-pająk po zjeżdżalni (całkiem sporej) i zjeżdżał z niej na brzuszku! Te wszystkie akrobacje niewątpliwie ułatwił im fakt nie noszenia butków. Pierwsze buciki, które kupiłam im z myślą o chodzeniu, są już za małe. Muszę im kupić kolejne, ale biorąc pod uwagę, że cały czas biegają boso, może im być trudno się przyzwyczaić. Pozostaje mieć nadzieję, że nauczą się nosić obuwie przed pierwszymi śniegami.

Udało mi się również trochę oswoić Słodzika (Olafka) z piaskiem. Pierwsza reakcja, kiedy postawiłam go przy piaskownicy i ubrudził sobie rączki, była standardowa - płacz. Zaczęłam od pokazania mu, że kiedy zrobi "brawo, brawo" (co bardzo lubi), łapki znów będą czyste. Potem nabrałam trochę piasku na dłoń i pokazałam mu, że można go przesypywać i że inne dzieci, na czele z Igorkiem, lubią się nim bawić. Nieśmiało dotykał piasku paluszkiem, ale już nie płakał. Efekt terapii był taki, że bez płaczu i obrzydzenia, tak jak to miało miejsce wcześniej, chodził i raczkował po posypanym piaskiem tartanie.

Kapitan Chrupek (aka Igor) kontynuuje "lampową" fazę. Na stacji metra fascynował go sufit pełen jarzeniówek. A kiedy wróciliśmy do domu wskazywał paluszkiem na lampę w sypialni i kręcił głową "mówiąc", że nie świeci.

Jestem z nich obu bardzo dumna.

Na placu zabaw spotkaliśmy się też z kolejną (drugą w tej turze castingu) kandydatką na nianię. Nie wywarła na nas tak piorunującego wrażenia jak nasza super niania, ale była całkiem całkiem. Jak trafnie podsumował mój mąż "przynajmniej umie się uśmiechać".

Brak komentarzy: