niedziela, 3 sierpnia 2008

lato w mieście

Olaf wrócił do dawnej formy po bodajże 2 tygodniach marudzenia. Winnym był oczywiście trzonowiec. Dziś od rana był tym samym roześmianym i ciekawym świata Olafem, którego znam. Igor też w dobrym humorze i mam nadzieję, że (chociaż przez chwilę) tak zostanie, mimo, że do tej pory dobre i gorsze fazy moi synkowie miewali naprzemiennie.

A ja mam fazę ogólnego zniechęcenia. Wszyscy śpią (mąż, chłopcy, kot i chomik), a ja siedzę na tarasie z laptopem, słucham świerszczy, palę (odkąd skończyłam karmić oddaję się temu zgubnemu nałogowi bez wyrzutów sumienia), piję czerwone wino i zazdroszczę mojej córce, którą wysłałam na obóz do Lizbony (mam nadzieję, że dobrze się bawi, bo nawet moje sms-y ignoruje). Odpuściłam sobie dziś wieczorne ogarnięcie mieszkania a konto jutrzejszego generalnego sprzątania.

Zresztą to cotygodniowe sprzątanie to i tak za mało - po 3 dniach mam problemy z doszorowaniem kolanek chłopców - kto miał raczkujące dzieci, wie o czym piszę. Szczerze mówiąc nie mogę się doczekać, kiedy zaczną chodzić. I nie tylko z uwagi na brud, bo przecież dalej będą zjadać wszystko z podłogi (ostatnio w czasie zabawy na tarasie wyciągnęłam Igorkowi z buzi farfocle, które znalazł w kratce ściekowej!). Chodzi przede wszystkim o mój kręgosłup, który ma już dość dźwigania dwóch 10-kilowych bobasów. I nie tylko kręgosłup - w ferworze zabawy zaliczyłam ostatnio w ciągu jednego dnia: dwa ciosy z potylicy w nos, bolesne ugryzienia w ramię i w dłoń oraz kilka kopniaków w brzuch. Kiedy wspominam dzieciństwo Weroniki, wydaje mi się, że, albo ja byłam odporniejsza, albo dziewczynki są delikatniejsze. A wracając do chodzenia - obaj chłopcy potrafią stać bez podparcia przez dobrych kilka minut operując w tym czasie zabawkami, obaj prowadzeni za rączki stawiają ładnie całe stópki na podłodze. ale kiedy chcą się przemieścić, błyskawicznie przypominają sobie, że łatwiej, szybciej i bezpieczniej będzie na czworakach. W akcie desperacji poprosiłam dziś moją mamę, u której byliśmy z wizytą, żeby postawiła Olafa kilka kroków ode mnie. Zawołałam go wyciągając ręce i Olaf przeszedł samodzielnie 3 kroki! Oczywiście zaraz wrócił do raczkowania, ale mam nadzieję, że powtarzanie tego ćwiczenia przyniesie w końcu zamierzony efekt.

Brak komentarzy: