poniedziałek, 11 sierpnia 2008

mały fetyszysta

Moja córka wróciła w końcu z wakacji. Przez tydzień będzie w domu. Przyjechała opalona i zadowolona przywożąc mnóstwo wspomnień i brudnych ciuchów. Wraz z jej powrotem odzyskałam pincetkę do regulacji brwi, ale do pożyczenia bez pytania mojej opaski do włosów się nie przyznaje. Przypomniała mi się spotkana kiedyś na imprezie znajoma, która żaliła się, że nie miała czym się umalować po wyjeździe nastoletniej córki na kolonie. A dziś przyłapałam Weronikę na noszeniu moich ciuchów, "bo wszystkie swoje ma brudne". A potem zajęła łazienkę "na 3 minuty" i była tam chyba godzinę, kończąc toaletę przy użyciu mojego ręcznika. Ale i tak kocham ją nad życie.

Dziś rano, jak zwykle, kiedy mąż wyjdzie do pracy spałam z bobasami na dużym materacu. Igorek obudził się pierwszy i zaczął dobijać się do drzwi, kiedy usłyszał, że przyszła nasza pani do sprzątania, której jest wiernym fanem. Za jej przykładem "odkurza", moczy łapki mopem i wyciera meble oraz podłogę ściereczką albo tym, co mu się akurat w łapki nawinie. Poprzedniego wieczoru musiałam niedokładnie zamknąć drzwi do sypialni, no i zostawiłam swoje ciuchy na podłodze. Kiedy się obudziłam Olafek bawił się koło mnie, a drzwi sypialni były otwarte na oścież. Wstałam i poszłam do dużego pokoju szukając Igora. Stał tam rozmawiając z panią Bożeną w moich majtkach na głowie!

Wczorajszy wieczór i dzisiejszy dzień spędziłam w kuchni. Zmobilizował mnie do tego zaprzyjaźniony rolnik z naszego weekendowego bazarku, który przy okazji niedzielnych zakupów obdarował nas świeżymi ziołami i warzywami. Rezultaty to: mrożone (dzięki radom wegedzieciakowych ekspertów) zioła - tymianek, mięta i szałwia, 2 słoiki pesto - z zielonej i czerwonej bazylii, zupa z dyni, pieczone cukinie (dzieło mojej córki) oraz 2 miski tabouleh.


Pieczone cukinie

małe, młode cukinie
zioła świeże lub suszone (bazylia, tymianek, oregano lub co, kto lubi)
oliwa
sól, ew. pieprz

Cukinie umyć i przekroić wzdłuż na pół. ułożyć w żaroodpornym naczyniu skórką do dołu. Posolić, doprawić ziołami. Między nimi można umieścić ząbki czosnku (obrane lub w cienkiej skórce, przekrojone na pół pomidory, wiórki z cebuli itp.). Całość polać umiarkowanie oliwą. Przykryć folią aluminiową tak, by nie wyschły w czasie pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do 150 stopni przez około 15 - 20 minut, sprawdzając widelcem, czy są już miękkie.


Tabouleh, to libańska sałatka, znana również jako tabouli, taboule itp. Chociaż zasadniczo powinna składać się z kuskusu, oliwy, soku z cytryny, natki pietruszki i mięty, każdy przygotowuje ją inaczej. Chyba najbardziej smakuje mi ta, serwowana w warszawskiej "Samirze" - pewnie dlatego, że to libańska restauracja. Tam jest to natka pietruszki dosłownie pływająca w oliwie z niewielkim dodatkiem kuskusu, drobno posiekanej szalotki i przypraw. Sama przygotowuję jednak inny wariant - bardziej "zjadliwy" dla pozostałych domowników.

Tabouleh

opakowanie kuskusu (400 g)
2 łyżki niesiarkowanych rodzynek
2 - 3 dojrzałe pomidory
2 ogórki
1,5 szklanki wegetariańskiego rosołku
2 łyżki świeżych, posiekanych listków mięty (ew. 2 łyżki suszonej mięty)
sok z połówki cytryny
3 -5 łyżek oliwy ekstra virgin
ew. 1 - 2 łyżki posiekanych oliwek

Kuskus zalać wrzącym rosołkiem, przykryć i odstawić, aż wchłonie cały płyn. Obrać i drobno posiekać pomidory i ogórki. Rodzynki zalać niewielką ilością wrzątku i odstawić do nasiąknięcia. Kiedy kuskus i rodzynki przestygną dokładnie wymieszać wszystkie składniki i wstawić sałatkę do lodówki - najlepiej na całą noc, ale wystarczy również kilka godzin.

Brak komentarzy: