środa, 20 sierpnia 2008

pożegnanie z nianią

W poniedziałek nasza super niania pracowała u nas ostatni dzień. Wieczorem dosłownie nie mogła od nas wyjść. Żegnaliśmy się chyba z godzinę i płakaliśmy jak bobry - tylko chłopcy na szczęście nie płakali, bo nie wiedzieli, co się dzieje. Szukamy następnej opiekunki, ale nie jest to proste. Dotychczas udało nam się spotkać z jedną kandydatką. Przyszła spóźniona o kwadrans, ale nie to było najgorsze - podczas całej wizyty dosłownie ignorowała chłopców! Spojrzała na nich tylko dwa razy przechodząc przez pokój, żeby ich nie rozdeptać. Nie interesowało jej jak się nazywają, ani właściwie nic innego, oprócz zarobków oczywiście. Pozostałe kandydatki, albo w ogóle nie przychodzą na umówione spotkania, albo odwołują je w ostatniej chwili. Na szczęście nie musimy mieć niani. Radziłam sobie bez niej przez prawie 10 miesięcy, poradzę sobie przez kilka kolejnych. Bo jestem zdecydowana zatrudnić jedynie osobę o wielkim sercu i kulturze (nie interesują mnie takie drobiazgi jak referencje, wiek czy nawet doświadczenie).

Chłopaki nadal robią oszałamiające postępy. Olafkowi zdarza się przejść samodzielnie kilka kroków, kiedy zapomni, że miał raczkować. Opanował również sztukę prowadzenia samochodu i rozbija się swoim autkiem po całym mieszkaniu i tarasie - jeździ do przodu, do tyłu, wykręca, a nawet trąbi. Igorek natomiast ćwiczy samodzielne jedzenie - wyrywa mi widelec i próbuje sam nabijać na niego jedzenie (czasem pozwala sobie trochę pomóc), ale zawsze musi sam trafić tym widelcem do buzi. A kiedy już tego dokona, drugą ręką głaszcze się po głowie w nagrodę. Poza tym opowiada różne historie - także o tym, co widział, a czego już nie ma. Najbardziej fascynują go światła i wszystko co lata: samoloty, ptaki, a nawet muchy. Obaj bardzo efektywnie pomagają przy rozbieraniu, jeśli wiedzą, że za chwilę czeka ich kąpiel. A w wolnych chwilach rozrzucają wszystkie swoje ubrania po pokoju - to ostatnio ich ulubiona zabawa.

Brak komentarzy: