sobota, 30 sierpnia 2008

sound of silence

To przykre, ale właśnie odkryłam, że kiedy któryś z chłopców znajdzie się gdzieś bez brata, z reguły bardzo grzecznie bawi się sam ze sobą. Natomiast, kiedy obaj znajdują się w jednym pomieszczeniu, co chwilę rozlegają się jęki skarg, pomruki niezadowolenia i piski wściekłości - najczęściej chodzi oczywiście o zabawki (ta, którą bawi się brat zawsze jest ciekawsza), ale zdarza się też, że ktoś kogoś niechcący nadepnie bądź potrąci. Oczywiście bywają również chwile, kiedy chłopcy bawią się zgodnie, wówczas dobiegają do mych uszu wesołe pokrzykiwania lub nawet głośny śmiech, czasem też słychać skupione mruczenie i ciche westchnięcia - te odgłosy zwykle towarzyszą eksplorowaniu nowych przestrzeni i są dla mnie sygnałem, że pora przyjrzeć się z bliska zajęciu bobasów. Najgroźniejsza jednak jest cisza. Odkąd chłopcy przestali być malutkimi niemowlętami, kiedy to cisza była sygnałem, że słodko śpią i niczego im nie brakuje, a ja mam chwilę luzu; cisza najczęściej oznacza, że uprawiają sporty ekstremalne. Dziś Igor zamilkł z zachwytu, kiedy stanął na komputerze i odkrył na parapecie szklaną wazę z moją kolekcją oszlifowanych przez morze szkiełek. Zresztą mu się nie dziwię, bo są naprawdę przepiękne.

Podobnie jest z zasypianiem. Uśpić jednego, to nie sztuka. Ale dwóch symultanicznie... Łóżeczka niby stoją obok siebie, a ja mam bardzo długie ręce. Problem w tym, że mam ich czasem za mało. Bo najlepiej jedną głaskać po pleckach, a drugą po główce. Ostatnio wygląda to tak, że układam bobasy i głaszczę każdego jedną ręką. Jednak czasem muszę podać smoczka albo pomóc ułożyć się wygodniej temu, który wygląda na bardziej śpiącego i używam do tego obu rąk. Kiedy delikwent już odpływa w objęcia Morfeusza, z przerażeniem konstatuję, że jego brat w tym czasie wstał w swoim łóżeczku i zaczyna wyrzucać z niego wszystko po kolei: misie, smoczki, kocyk. Towarzyszy temu śmiech, pojękiwanie, klepanie łapką w ścianę bądź gryzienie szczebelków - zależnie od nastroju. Oczywiście te dźwięki błyskawicznie rozbudzają zasypiającego i zachęcają do wspólnej zabawy lub wspólnego marudzenia. Kołysanki nie działają już tak magicznie, jak dawniej, chociaż repertuar mam dość bogaty i śpiewam na zmianę po polsku, angielsku i francusku. Czasem tylko Olafek podśpiewuje razem ze mną "aaa", "eee", co oznacza, że jesteśmy na dobrej drodze do zaśnięcia.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

fajny, taki 'onomatopejowy';) wpis. czekam na tę dynię z szałwią:))- iwka2002