sobota, 23 sierpnia 2008

Warszawa - moje miasto

Odkąd przestałam pracować w centrum, stopniowo odzwyczajałam się od miasta. Ciąża i wychowywanie dwójki małych dzieci dokończyły dzieła. Ale szczerze mówiąc lubię to blokowisko na obrzeżach miasta, na którym mieszkam. Ursynów to taki warszawski odpowiednik amerykańskich przedmieść - choć blokowisko - jednak czyste i bezpieczne, z wyselekcjonowanym towarzystwem (niestety, jak to na bogatych przedmieściach, rolę selekcjonera pełnią banki oceniające zdolność kredytową). Mi najbardziej podoba się zapach tutejszego powietrza; to, że choć nie jest głośno (przynajmniej tu gdzie mieszkam), w tle słychać szum miasta i wreszcie to, że widać gwiazdy mimo łuny nad centrum. Te dwa ostatnie wskaźniki dobitnie pokazują mój ambiwalentny stosunek do miasta. Od 12 lat mieszkam na Ursynowie z wyboru i (przynajmniej na razie) nie wyobrażam sobie mieszkania gdzie indziej (chyba, że na jego zagranicznym odpowiedniku, takim jak na przykład Pedrzalka w Bratysławie). A pamiętam, jak tuż przed maturą spędziłam tu kilka miesięcy i byłam przerażona - tu, gdzie obecnie bije serce dzielnicy, była rozkopana i błotnista pętla autobusowa, a za nią szczere pola... A kiedy próbowałam przesiąść się z autobusu w autobus gdzieś w okolicach obecnej stacji metra Ursynów i pytałam czekających na przystanku "czy do centrum dojadę z tej, czy z drugiej strony ulicy?", rozkładali bezradnie ręce, mówiąc, że mimo, iż mieszkają tu od kilku lat, zawsze się gubią.

Ale to nie jest tak, że nie lubię Warszawy. Wręcz przeciwnie - kocham ją - tu się urodziłam i tu spędziłam większość życia. Kiedyś odwiedziła mnie znajoma Polka, mieszkająca od lat w Londynie, zabrałam ją do BUW-u, na Most Siekierkowski i do fontanny przy pl. Teatralnym (mojej ulubionej, na patio okrągłego biurowca). Potem okazało się, że nigdy nie zwiedzała Warszawy (pochodziła z Krakowa). Po wycieczce ze mną stwierdziła, że Warszawa jest zupełnie inna niż się spodziewała i że przypomina jej jakieś miasto w Stanach, tylko nie pamiętała jakie...

A ja dzięki chłopcom odkrywam właśnie ponownie urok mego miasta. Byliśmy na pl. Teatralnym, przy fontannie oczywiście, i na Krakowskim Przedmieściu, i na Placu Zamkowym. Te wszystkie piękne miejsca jeszcze bardziej wypiękniały - nie wiem, czy dlatego, że tak długo ich nie oglądałam, czy dlatego, że zostały odrestaurowane. I już się cieszę na Stare Miasto (zwłaszcza ul. Brzozową), starą Pragę, Łazienki, Pałac Klutury, BUW, stację metra pl. Wilsona i pokazywanie synkom świątecznych dekoracji na Nowym Świecie i kwitnących magnolii na pl. Trzech Krzyży (ale to dopiero za rok prawie).

Brak komentarzy: