czwartek, 25 września 2008

bobo parkour

Kilka ostatnich dni, które przeleżałam powalona atakiem jesiennego przeziębienia, od czasu do czasu jedynie zwlekając się, by przewinąć lub nakarmić bobasy, dały mi unikalną okazję obserwowania ich zachowań w naturalnym środowisku. W chwilach, kiedy, ani gorączka, ani paroksyzmy kaszlu, nie odbierały mi przytomności umysłu, z przerażeniem skonstatowałam, że moje najmłodsze latorośle uprawiają parkour (sic!) w warunkach domowych (kto widział "13. dzielnicę", ten wie, o co chodzi).

Żeby było śmieszniej i straszniej Igor jeszcze w ogóle samodzielnie nie chodzi, a Olaf chodzi jak zombie - ze sztywnymi kończynami i na szeroko rozstawionych nogach (kto pamięta "Thriller", ten wie, o co chodzi). Natomiast świetnie wychodzi im obu odsuwanie krzeseł od stołu i wspinanie się po nich na tenże.

W ramach pokonywania przeszkód chłopcy wspinają się również na kojec i z jego krawędzi skaczą do środka na główkę (swoją, a czasami również przebywającego już w kojcu brata) oraz przechodzą po barykadzie ustawionej przez zapobiegliwych rodziców z krzeseł, by dostać w zakazany rejon High-tech (tam, gdzie stoi komputer, dekoder, magnetowid, ruter wifi i kable).

Kolejną dyscypliną jest kto-wejdzie-wyżej, w ramach której bobasy stają na stoliku do kawy oraz na dużym stole z triumfalnym uśmieszkiem. Ćwiczą również wspinanie się na krzesełka do karmienia, regał i parapety - to ostatnie via krzesło, bądź krzesło i stół.

A czy wspominałam o woltyżerce? Moi synowie codziennie korzystają z huśtawki-foczki, którą niedawno im kupiliśmy i przeprosili się z leżaczkami-bujaczkami. A wszystko dlatego, że znaleźli dla tych sprzętów nowe zastosowanie, a mianowicie - bujają się na nich na stojąco. Przewidujący projektant wyposażył huśtawkę w odpowiednie (również do uprawiania woltyżerki) uchwyty. Niestety tego samego nie da się powiedzieć o leżaczkach, więc chłopcy bujają się na nich na stojąco bez trzymanki.

Będąc w pełni władz umysłowych i fizycznych nie pozwalałabym na te kaskaderskie wyczyny, ale w moim obecnym stanie nie pozostaje mi nic innego niż mieć nadzieję, że te ryzykowne ćwiczenia nie tylko nie zakończą się obrażeniami ciała, ale wręcz przyczynią się do przyśpieszenia rozwoju motorycznego moich pociech.

1 komentarz:

Aneta i Twinsy pisze...

Włosy staja mi dęba jak o tym czytam, myśląc co mnie czeka niebawem. Moi panowie skończyli 7 miesięcy i zaczęli raczkować... na razie nieporadnie i ostrożnie, ale.. no właśnie: na razie :)
Tobie życzę szybkiego powrotu do zdrowia i zapanowania nad wyczynami akrobatycznymi synków :)