środa, 3 września 2008

cykady na cykladach

Noce coraz zimniejsze i coraz dłuższe... O ósmej robi się ciemno. Nadchodzi najgorsza, przynajmniej dla mnie, pora roku. Szczerze mówiąc najbardziej przeraża mnie perspektywa jesienno-zimowych spacerów z bobasami. Bo kiedy jest zimno, a nie daj boże leży śnieg, najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu.W ciągu pierwszej zimy nie miałam takich dylematów. Wózek stał na tarasie, a ja ubierałam chłopców w kombinezony, smarowałam buźki kremem, pakowałam ich do gondolek-śpiworków i układałam w wózkach. Czasem musiałam przez kilka minut pojeździć po tarasie i zasypiali, a ja tylko nadzorowałam ich przez okno. Ale w tym roku nie będzie już tak łatwo.

Ale jest również dobra wiadomość - jedziemy na wakacje! Co prawda dopiero w październiku, ale najważniejsze, że w końcu jedziemy! Od kilku dni desperacko szukam w sieci miejsc, w których w październiku będzie naprawdę ciepło i do których można w miarę szybko dolecieć. Wymarzona Sri Lanka odpada właśnie ze względu na długi lot - 12 godzin! Egipt odpada z powodu zemsty faraona. Pozostaje nam chyba jedynie Izrael. Z tego, co czytałam, pogoda ma tam być piękna - około 30 stopni, woda (w Morzu Czerwonym) - 24 stopnie. Trochę obawiam się o jedzenie (dotąd nie udało mi się znaleźć interesującego hotelu z opcją All Inclusive), ale wyczytałam (w sieci oczywiście), że mają tam pity, falafele, hummus i tahini, więc chyba z głodu nie pomrzemy.

Brak opiekunki coraz bardziej daje mi się we znaki. Nadwyrężyłam lewy nadgarstek - chłopców zwykle noszę na lewym biodrze, przytrzymując lewą ręką. Jestem niewyspana i piętrzą się nie pozałatwiane sprawy. Dwie opiekunki, które były "bardzo zainteresowane" i miały skontaktować się ze mną na początku września, nie odezwały się. Za to odezwała się trzecia, z którą umówiliśmy się na rozmowę jutro wieczorem. Ale szczerze mówiąc podchodzę do potencjalnych babysitterek z coraz większą rezerwą. Po ostatnim rozczarowaniu rezygnuję nawet z rozmów kwalifikacyjnych pod najbłachszym pretekstem, że nie wspomnę o okresie próbnym. Nie chcę eksperymentować na chłopcach, tym bardziej, że Olafek przechodzi właśnie kolejną fazę maminsynka.

Dziś znów byliśmy na placu zabaw. Spacery w wózku powoli przestają mieć jakikolwiek sens. I muszę pochwalić Olafka, który przez kilkanaście minut bawił się sam w piasku! To naprawdę wielki sukces, nawet wziąwszy pod uwagę, że nogi miał zabezpieczone butkami, a rączki łopatką i wiaderkiem.

Brak komentarzy: