czwartek, 18 września 2008

dzień matki

Chłopcy zrobili mi dziś Dzień Matki i dali pospać prawie do dziewiątej! Tylko Igorek obudził się około 7. rano na mleczko. Ale wypił je, przewinęłam go, przytuliłam i z powrotem zasnął. To zabawne, bo właśnie, kiedy ich nocne picie mleka zaczęło mnie naprawdę irytować i zaczęłam rozważać podawanie im wody w butelce w ramach odzwyczajania, chłopcy przestali się na to mleczko budzić. Albo sprawdza się moja metoda pobłażania dzieciom dłużej niż zalecają podręczniki i lekarze (i to nie tylko w kwestii nocnego picia mleka), albo po prostu wyczuwam moment, kiedy chłopcy dojrzewają do kolejnej zmiany trybu życia na bardziej "dorosły". Tak czy owak moja matczyna intuicja zdaje się niezawodna.

Pogoda nadal paskudna. Próbuję wychodzić z bobasami na spacery, ale o zabawach w piaskownicy można już zapomnieć, a na plac zabaw też nie mogę ich wypuścić, bo Olafek chodzi bardzo niepewnie (zwłaszcza w butach), a Igorek nadal raczkuje. Kiedy bardzo pada, siedzimy w domu. A jak wiadomo "w czasie deszczu dzieci się nudzą". Kilka dni temu nauczyłam ich rysować po ścianach, co ostatecznie przekonało ich do rysowania. Bo malowanie po ścianach nie wymaga tak silnego nacisku kredką na podłoże jak malowanie po papierze. Więc wreszcie widzą efekty swojej pracy. I z zapałem ozdabiają ściany w kuchni i w salonie. W związku z tym postanowiłam nabyć kolejne pomoce plastyczne. Na allegro znalazłam zmywalne flamastry, ciastolinę dla maluchów od 12. miesięcy i nietoksyczne farby w tubkach. Mam nadzieję, że umilą nam słotne, jesienne dni.

2 komentarze:

morven pisze...

A co potem zrobisz ze ścianami? Tak zostaną, czy zamalujesz dzieła chłopców?

dkf pisze...

kiedyś, przy okazji malowania pewnie je zamalujemy :/, ale na razie cieszą nasze oczy, podobnie jak rozrzucone po całym domu zabawki :D dla mnie to takie znaki, że to dom, a nie wnętrze z katalogu :)