wtorek, 16 września 2008

kaloryfer parzy, dziś zaczęli grzać

Jednak jedziemy na wakacje! Strasznie się cieszę! Lecimy na 2 tygodnie na Cypr. Tam ma być 28 st. w dzień, 15 - w nocy i woda w morzu o temperaturze 24. stopni. Wylatujemy w połowie października, więc wrócimy w listopadzie i to będzie szok dla organizmu (a zwłaszcza dla mojej ciepłolubnej psychiki).

Nie muszę chyba dodawać, że w poszukiwaniu wymarzonego wyjazdu przeszukałam dziesiątki stron www i obdzwoniłam dziesiątki biur podróży, a kilka z nich nawet odwiedziłam osobiście. A najdziwniejsze jest to, że w końcu kupiłam te wakacje w TUI, które zawsze wydawało mi się drogim biurem, a jak się okazało zaoferowało nam cenę o ok. 30 procent niższą niż małe, nowo otwarte biuro na naszej ulicy. Liczymy na niemiecką solidność.

Powoli zaczynam przygotowania do wyjazdu. Szukam sandałków dla Igorka i w sklepach patrzą na mnie jak na nienormalną. Nie mamy też toreb podróżnych, to znaczy mamy, ale podarte. Przeraża mnie perspektywa pakowania pieluch, mleka i ubranek dla chłopców. Na dobrą sprawę powinniśmy zabrać 30 t-shirtów i 30 par krótkich spodenek dla bobasów, ale przecież nawet tyle nie mamy, więc trzeba będzie prać na miejscu. A czy wspominałam, że chłopcy piją tylko i wyłącznie mleko ryżowe z kartonu? I to ponad litr dziennie! Ciekawe, jak uda nam się zmieścić w 40 kg limicie bagażu?

Mojej radości nie zmniejsza fakt, że przed chwilą dowiedziałam się, że wylot zamiast o 10:30, będzie o 22:30, co oznacza: po pierwsze, że płacimy za 13 dni, tyle ile mieliśmy płacić za 14, a po drugie, że czeka nas niezła przeprawa z maluchami, których nie będziemy mogli wieczorem położyć spać. Zasną pewnie dopiero w samolocie, ale po 3 godzinach lotu trzeba ich będzie o 1. w nocy naszego czasu przetransportować jeszcze z lotniska do hotelu.

1 komentarz:

bluszcz pisze...

ściema ;)

był mały dolik z powodu przesunięcia godziny :P