sobota, 20 września 2008

nocne życie bobasów

Co robić, jeśli bobasy budzą się w nocy, chociaż nie powinny? (W końcu skończyły już 15 miesięcy). Można je pogłaskać i przykryć kołderkami. Można podać zagubionego smoczka. W końcu można skapitulować i jednak podać mleczko ryżowe, chociaż już sobie przysięgaliśmy, że nie będą go w nocy dostawać.

Są najedzone i przewinięte. A w pokoju nie jest ani za ciepło, ani za zimno, a powietrze jest świeże, bo przewietrzyliśmy go przed snem. Ale, o rozpaczy rodziców, nadal nie zasypiają...Można wziąć je do naszego, dużego łóżka, położyć się obok nich i przytulić. Ale dalej kwękają, kręcą się, a nawet jęczą. Może to ząbki? Więc smaruję im dziąsełka żelem na ząbkowanie. A jeśli to nie pomoże? Może to brzuszek? Więc masuję im brzuszki i robię "rowerek". Nie pomaga.

Bobasy nakręcają się nawzajem - wiercą się coraz bardziej i zawodzą coraz głośniej. Pozostaje rozwiązanie ostateczne. Sadzamy ich w leżaczkach-bujaczkach w salonie i włączamy, o zgrozo, Baby First TV wdzięczni, iż ten genialny skądinąd kanał dla dzieci, nadaje przez całą dobę. Dajemy smoczki i przykrywamy im nóżki kocykami.

Przez około godzinę (sic!) bobasy są spokojne. Oglądają telewizję od czasu do czasu się bujając. Ale ani myślą zasnąć. Kolejne przewijanie (tym razem kupka) nie pomaga, podobnie jak kolejna porcja mleka. Przeklinam chwilę, w której zdecydowaliśmy się wrócić do domu o 22., bo niania była gotowa zostać z nimi przez całą noc...

Bobasy całkiem już rozbudzone zaczynają rozpełzać się po mieszkaniu. Olafek wspina się na swój ukochany samochodzik, a Igorek łapie zwierzątka na ekranie telewizora. I wcale nie dlatego, że jestem jakąś super wyluzowaną mamą, tylko w akcie zmęczenia i desperacji wsadzam Olafka na samochodzik, a Igorka na huśtawkę. Za chwilę nieoczekiwana zmiana miejsc - Igor na autku, a Olaf się buja. (Widok rozradowanego bobasa jeżdżącego autkiem po domu o trzeciej rano - bezcenny). Potem jeszcze chwila raczkowania po domu.

Wszystkie te ekscesy kończą się, co było od początku do przewidzenia, płaczem. Aż wstyd się przyznać, ale to jest właśnie ten wyczekiwany i upragniony przez nas moment, kiedy można wreszcie zanieść ich do sypialni i podać kolejne mleczko w nadziei, że tym razem usną. Olafek wypija pół porcji, Igorek - półtorej. Prawie przez sen kręcą się jeszcze i kwękają. Ostatecznie usypia ich francuska piosenka napisana przez mistrza zen. Przy okazji usypia ona również męża, który aż do tej pory dzielnie zmagał się ramię w ramię ze mną z naszym potomstwem.

Po tym wszystkim już całkiem rozbudzona, choć paradoksalnie padająca na twarz ze zmęczenia, znajduję jeszcze siłę, by wpuścić do domu kota, który miauczy na tarasie, dać mu jeść, ogarnąć z grubsza salon i kuchnię i nastawić zmywarkę. A następnie skończyć pisać tego posta, choć zegar pokazuje, że dochodzi w pół do piątej rano.

Brak komentarzy: