sobota, 6 września 2008

plac zabaw na początku XXI. wieku

Nasza super eks-niania wróciła z wakacji i zaraz drugiego dnia przyszła odwiedzić chłopców (pierwszego dnia po powrocie była u innych swoich podopiecznych). Chłopcy ucieszyli się na jej widok, ale nie jakoś histerycznie, czego się obawiałam. Przez chwilę byli trochę zdystansowani, a potem rozkręcili się i zachowywali tak jak zwykle przy niej. I nie było żadnego problemu, kiedy na chwilę zostawiłam ich pod jej opieką na placu zabaw.

To zabawne jak bardzo moje bobasy zmieniają się w zależności od otoczenia. Kiedy jesteśmy w domu, Olafek jest bardziej ekspansywny: szaleje na swoim autku; przemieszcza się błyskawicznie po mieszkaniu w poszukiwaniu nowych zabawek, którymi bawi się przez chwilę i zaraz porzuca, bo dostrzegł kolejny, ciekawy przedmiot. Igorek w domu zachowuje się spokojniej: dużo czasu spędza w jednym miejscu, bawiąc się w skupieniu. bardzo lubi też oglądać książeczki i First Baby TV. Natomiast, kiedy znajdziemy się na placu zabaw, Igorek staje się duszą towarzystwa: raczkuje po całym terenie, wspina się na huśtawki i drabinki, wchodzi i wychodzi z piaskownicy i zaczepia wszystkie dzieci. Zaś Olafek najchętniej obserwuje wszystko z góry noszony na rękach, ewentualnie przechadza się powoli trzymając się za rączkę, a jedyne urządzenie, na którym czuje się naprawdę bezpiecznie, to huśtawka.

A przy okazji zauważam, że plac zabaw byłby ciekawym materiałem dla socjologa - a raczej zachowania rodziców i opiekunów na tymże. To, że telefonia komórkowa zrewolucjonizowała nasze życie jest truizmem. Większość rodziców obecnych na placach zabaw z zapamiętaniem rozmawia przez komórki bądź smsuje. Ale to jeszcze nie koniec - rewolucja toczy się dalej na naszych oczach. Ostatnio bujałam dziewczynkę, która pięciokrotnie prosiła o pobujanie swojego tatusia, który był zbyt zaaferowany ustawianiem opcji aparatu fotograficznego w swoim telefonie, by spełnić jej prośbę! Najgorsze jest to, że w fotografowaniu swoich pociech na spacerze celują rodzice weekendowi, czyli ci, których dzieciom najbardziej brakuje ich uwagi i kontaktu z nimi, bo na co dzień dostają je (różnej ilości i jakości) tylko od opiekunek. A ci rodzice, nie widząc dzieci przez prawie cały tydzień pracy, chcą zapewne udokumentować i zachować te ulotne chwile bycia razem z dziećmi. I właśnie to pragnienie skutecznie odgradza ich od prawdziwej obecności i uważności na dzieci. Smutne to... Opiekunom zdarza się również jadać na placu zabaw ciepłe posiłki przyniesione z pobliskich restauracji. Ale naprawdę zadziwiła mnie mama siedząca na placu zabaw z laptopem. Jej 4-letni na oko synek wspinał się na kolejne urządzenia wołając "Mamo, tu jestem! Popatrz!", a ona nie odrywając wzroku od ekranu odpowiadała "Ślicznie, kochanie!". Ciekawe, kiedy na placach zabaw pojawi się WiFi?

Moja mama, z którą byliśmy niedawno na spacerze, zwróciła mi uwagę na to, jak bardzo nasz plac zabaw różni się od tych w jej okolicy - mieszka w Wawrze. Dotarliśmy tam grubo po 17. I ku jej zdumieniu nie byliśmy jedyni. O tej porze dzieci zamiast ubywać - przybywało. Rozbrzmiewały języki zamieszkujących Ursynów mniejszości narodowych. Pojawiło się również wielu ojców, którzy po pracy wyszli z dziećmi na spacer korzystając z wciąż długiego dnia i ciepłej aury. (Zauważyłam, że w ciągu dnia większość opiekunów stanowią kobiety, w godzinach późno popołudniowych i wieczornych ta proporcja się zmienia i ojcowie stanowią około połowę dorosłych, a w weekendy są znakomitą większością). Natomiast przy dzieciach, które bawiły się już od dłuższego czasu pod okiem babysitterek następowała zmiana warty - pojawiali się ich tatusiowie i mamusie w strojach biurowych - niektóre obchodziły cały plac dookoła na palcach w obawie, ze piasek nasypie im się do szpilek.

Brak komentarzy: