sobota, 4 października 2008

double trouble

Mimo, że na Ursynowie jest mnóstwo ścieżek rowerowych, rowerzyści dbający o kondycję bezlitośnie spychają mnie z chodników na trawnik i obdzwaniają, podczas gdy ja, dbając o moją kondycję, z trudem pcham podwójny wózek, który jest tylko o 6 kg (sic!) lżejszy ode mnie.

Kiedy próbuję wjechać do osiedlowego sklepu, sprzedawczyni już od progu proponuje mi, żebym zostawiła wózek z dziećmi przed wejściem, bo przecież się nie zmieści. Kiedy oponuję mówiąc, że zmieści się spokojnie, ona jednak nalega, żebym z nim nie wjeżdżała, co kończy się tym, że rezygnuję z zakupów w małych sklepikach i udaję się z bobasami do supermarketu. Tam udaję się do kasy pierwszeństwa i proszę czekających w kolejce, by nas przepuścili. Kasjerzy z reguły uśmiechają się do nas już z daleka, ale im jest wszystko jedno - i tak muszą wszystkich obsłużyć. Natomiast osoby stojące w kolejce reagują bardzo różnie. Raz nawet usłyszałam, że dzieci zostawia się w domu, a nie idzie z nimi po zakupy! Tylko ciekawe z kim?

Kiedy w końcu obładowani zakupami wracamy do domu metrem, czeka nas kolejna przeprawa. Po wyjściu z wagonu wracający z delegacji japiszoni z walizkami na kółkach ścigają się z nami w drodze do windy. Oczywiście z ciężkim wózkiem przegrywam na starcie. Najgorzej jest na końcowej stacji, gdzie korytarz jest dwukierunkowy - za każdym razem, gdy ktoś chce wyjść z windy na peron, jestem zmuszona wycofywać się z wózkiem, bo blokujemy całe przejście. A kiedy próbuję ustawić wózek przy tych drzwiach metra, które się na Ursynowie nie otwierają, słyszę nalegania, żebym go odsunęła, bo nie mieszczą się tam rowery...


Samo dostanie się na peron metra to osobna historia... Okoliczne stacje mają tylko pojedyncze windy, z których często korzystają osoby zupełnie niewyglądające na kogoś, kto potrzebuje nimi jechać. W związku z tym zdarza nam się długo czekać. I niestety często za nami ustawia się kolejka... Nasz bliźniaczy wózek mieści się w windzie metra na styk i zajmuje około 3/4 jej powierzchni tak, że kiedy jedziemy z mężem i bobasami, stoimy przyciśnięci do rączki wózka i naprawdę nie ma już miejsca na nikogo więcej. To jednak nie zraża innych pasażerów. Jakiś czas temu ustawiła się za nami korpulentna rodzinka - mama, tata i nastoletni synek z torbą podróżną na kółkach. Kiedy winda przyjechała i wsiedliśmy, mama dała znak ręką mężowi i synowi mówiąc "Proszę zaczekać na nas. Przecież wszyscy się zmieścimy". Nauczona przykrym doświadczeniem, próbowałam przepuszczać stojących za mną, żeby uniknąć tego typu sytuacji. Ostatnio na metrze Natolin stała za mną i wózkiem z bobasami pani z nastoletnim synem. Kiedy czekaliśmy na windę, zaproponowałam jej "Może Panią przepuszczę?" Bo my się nigdzie nie spieszymy, a wszyscy nie zmieścimy się w windzie". Pani podziękowała grzecznie, mówiąc, że ona również się nie śpieszy i może spokojnie zaczekać na następną windę. Winda przyjechała, wjechałam do niej wózkiem i zanim drzwi zdążyły się zamknąć, pani z synem dosłownie wepchnęli się do środka przyciskając mnie do rączki wózka. Oczywiście pani była młoda, zdrowa i w pełni sił (syn zresztą też) i nie mieli żadnego bagażu, a na dodatek już na dole okazało się, że nawet nie mieli zamiaru podróżować metrem - po prostu nie chciało im się przechodzić przez ulicę na pasach...

Zaś kiedy wjeżdżamy z wózkiem do restauracji lub kawiarni, witają nas nie tylko przerażone spojrzenia obsługi, ale również skrzywione miny nałogowo przesiadujących w tych lokalach yuppies. W ich oczach czytam: wózek zatarasuje przejście; dzieci na pewno nabrudzą; mogą też ściągnąć coś ze stołu; i na pewno będą rzucać dookoła smoczkami, a rodzice będą prosić kelnerów o ich wyparzanie; bobasy będą marudzić i nie dadzą nam zrelaksować się i spokojnie porozmawiać; a w ogóle, to kto normalny w dzisiejszych czasach ma 2 dzieci?!

No właśnie, kto w dzisiejszych czasach decyduje się na dwójkę dzieci? Kto zachodzi w ciążę nie mając pracy, w związku z czym nie ma praw do żadnych świadczeń socjalnych? Kto przy zdrowych zmysłach wychowuje dzieci, które w przyszłości będą produkować PKB, a tym samym pracować na emerytury tych, którym teraz tak przeszkadzają, sam nie mogąc w przyszłości liczyć na podobne świadczenia?

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Doskonale rozumiem, ja z "pojedynczym" wózkiem borykam się z podobnymi przeszkodami. Swoją drogą jak Ci się udaje dostać do kasy w markecie z takim wózkiem- nasz węższy często się nie mieści w tunelu kasowym....
Konkluzja wpisu trafiona w samo sedno...niestety...- iwka2002