sobota, 4 października 2008

dzień jak codzień

U nas wszystko po staremu. Olafek nadal ma okropny katar, w związku z czym dodajemy Inhalolu do kąpieli i na noc wieszamy na kaloryferze mokrą flanelową pieluszkę tymże skropioną. A przed snem nacieramy mu klatkę piersiową i plecki Pulmexem Baby i oklepujemy - na szczęście bardzo to lubi, zwłaszcza, że w trakcie opowiadam mu "a teraz idą słonie bum, bum, bum, a teraz biegnie stado nosorożców" itp.

Dziś przyszły 3 walizki, które zamówiłam przez sieć. Moja jest największa i oczywiście najładniejsza - w kwiatki. Są ogromne, ale i tak wydaje mi się, że nie damy rady się w nie spakować. Zakupiłam również na Allegro 4 paczki pieluszek do pływania oraz sandałki dla Igorka (Olafek już miał).

Wczoraj bobasy postanowiły urządzić sobie kino nocne. Obudziły się i siebie nawzajem około 23:30 i postanowiły już nie spać. Dobrze, że mamy dwa kanały dla maluchów, które nadają przez całą dobę. Chłopcy oglądali więc telewizję w leżaczkach-bujaczkach do trzeciej nad ranem (sic!) głośno wymieniając się uwagami na temat filmów. Kiedy złapałam się na tym, że zasypiam na siedząco, przewinęłam ich i ułożyłam w łóżeczkach z butelkami mleka ryżowego. Wyglądali na bardzo zadowolonych, ale kiedy mleko się skończyło, wyrzucili butelki i zaczęli lamentować. Oczywiście skapitulowałam i wzięłam ich do naszego łóżka. Olafek w ciągu kilku minut usnął. Natomiast Igorek zszedł z łóżka i zaczął bawić się po ciemku. Skończyło się to oczywiście guzem i płaczem. Szczerze mówiąc, nie pamiętam już ile razy tej nocy uspokajałam go i przytulałam pomagając znaleźć zagubionego smoczka. Jak przez mgłę pamiętam, że notorycznie próbował kłaść się w poprzek łóżka na poduszkach - głową uderzając w twarz męża, a nogami - w moją.

Mąż został doceniony w pracy, w związku z czym wrócił dziś do domu o w pół do dziewiątej. Kiedy wrócił zastał mieszkanie bardziej kolorowe niż zwykle, bo dziś był dzień rysowania - po ścianach w przedpokoju, po lustrze, po kaloryferach, po drzwiach od pokoju i łazienki. Poza tym był to również kolejny dzień nieskrępowanej aktywności, polegającej między innymi na tym, że kiedy dosłownie na 2 minuty udałam się do łazienki, po powrocie zastałam Igorka siedzącego na moim stojącym na stole (na szczęście zamkniętym) laptopie dzwoniącego do mechanika samochodowego z mojej komórki. A Olafek w tym czasie dosłownie rozbijał się swoim autkiem-jeździkiem z bagażnikiem wypchanym po brzegi kredkami i flamastrami po całym mieszkaniu.

Brak komentarzy: