czwartek, 30 października 2008

savoy truffle

Niestety to co wyczytałam w sieci na temat kuchni cypryjskiej zupełnie rozminęło się z prawdą. Nie jest ona bynajmniej skrzyżowaniem kuchni greckiej z kuchnią turecką - to po prostu kuchnia... cypryjska, która niestety (jak to często nad morzem bywa) opiera się na rybach i frutti di mare. Nie spotkaliśmy się tam z ani jedną (sic!) tradycyjną, wegańską potrawą, bo te, które morskich stworzeń nie zawierały, były pełne fety i innych miejscowych serów. Hummus dostawaliśmy tylko na wyraźne życzenie, ponieważ nie figurował w jadłospisie, natomiast o falafelach nikt tam nie słyszał. Na szczęście personel hotelowej kuchni i restauracji miał dużo dobrych chęci i mogliśmy prosić o dowolne kombinacje składników, które były w danej chwili dostępne. Nikt też nie robił problemów, kiedy braliśmy dla chłopców jedzenie na wynos, ani kiedy niemiłosiernie brudzili w czasie posiłków (jak zresztą wszystkie dzieci w hotelu).

Bo przez te dwa tygodnie chłopcy karmili się całkiem sami. Nasz rola ograniczała się do przynoszenia miseczek z kolejnymi potrawami oraz przypominania im, co jemy widelcem, co łyżeczką, a co palcami. Dodam, że posługiwali się dorosłymi, metalowymi sztućcami do deserów oraz jedli ze szklanych miseczek i talerzy i przez cały pobyt stłukli tylko jedno naczynie (sic!). Nauczyli się również pić bardzo efektywnie przez słomkę.

Ponieważ byliśmy zdani na hotelową kuchnię, jadłospis bobasów rozszerzył się imponująco. Wprawdzie zmusiło nas to do rezygnacji z niektórych zasad zdrowego żywienia, ale oczywiście pozostali weganami i nie ponieśli żadnego widocznego gołym okiem uszczerbku na zdrowiu. Nie będę wymieniać wszystkich potraw, których spróbowali, a jedynie te, które przypadły im do gustu: makaron z sosem pomidorowym; warzywa na parze (Olaf - kulki z marchewki, Igor - zielony groszek i kukurydza); pieczone - ziemniaki, smażone cukinie, bakłażany kolby młodej kukurydzy i pieczarki; oliwki, kapary, hummus, surowe pomidory, granaty, grzanki, frytki, sok pomarańczowy i sok ananasowy. Oczywiście bywały dni, kiedy byli zmęczeni tymi nowymi smakami i wtedy podstawę ich jadłospisu stanowiło awokado, banany i bułki.

Dzięki tym doświadczeniom poczułam dużą ulgę - wiem już, że nie muszą jeść tylko i wyłącznie podanego plastikową łyżeczką przez troskliwą mamusię domowego jedzonka z ekologicznych składników. Co więcej, oprócz dań z restauracji mogą również konsumować piasek i drobne kamyki, popijając je zarówno wodą morską jak i tą z basenu, a także wylizywać podłoże w miejscach publicznych takich jak hotel, lotnisko czy nawet deptak w kurorcie.

1 komentarz:

Aneta i Twinsy pisze...

Milo widziec Cie ponownie :) I strasznie sie ciesze, ze wyjazd sie udal, i ze z jedzeniem nie bylo klopotu! Zastanawiam sie jeszcze jak bylo z piaskiem - jeden z Twoich synkow nie lubi(l) piasku...
No i jak podroz samolotem? Ale ciekawska jestem, co?