środa, 19 listopada 2008

enjoy the silence

Właśnie wyszłam na taras i zobaczyłam pierwszy śnieg. I choć szczerze nie znoszę zimy i śniegu, to muszę przyznać, że jest w tej chwili coś magicznego. Pierwszy pąk na gałęzi, czy pierwszy przelatujący motyl są na tyle ulotne, że łatwo przeoczyć chwilę, w której je dostrzegliśmy, ale nie sposób przeoczyć nagle odmienionego, otulonego bielą świata, nie sposób się nie zadziwić i nie odczuć pokory. W takich chwilach dostrzegam piękno zimy, bo ta mroźna, roziskrzona, miękka cisza jest niewątpliwie piękna. Nawet przyszło mi do głowy, żeby w tym roku wyjechać gdzieś na Święta, ale zaraz odezwał się głos rozsądku przypominając o małym samochodzie, o korkach i lodzie na szosach i o tym, że moglibyśmy wyjechać tylko na pięć dni, z czego dwa spędzilibyśmy w podróży. W ten sposób kolejny raz leń i hedonista wzięli we mnie górę nad poszukiwaczem przygód.

A siedzę w nocy i nie śpię nie z jakiejś szczególnej pracowitości, ale dlatego, że towarzyszę bezsennemu chwilowo Igorkowi. Co ma swoje dobre strony, bo kończę kolejne tłumaczenie, no a poza tym zobaczyłam pierwszy śnieg, po którym jutro rano pewnie nie będzie śladu.

W trakcie spaceru zajrzeliśmy dziś z bobasami do naszej rejonowej przychodni. Chłopcy zostali zważeni i zmierzeni. Igorek waży 10,5, a Olafek 11,4 kg, wzrostu mają odpowiednio - 79 i 81,5 cm. Czyli, jeśli brać pod uwagę pomiary z końca lata, które wykonałam przy użyciu pożyczonej i nie do końca sprawnej wagi łazienkowej oraz miarki budowlanej, dystans między chłopcami powoli się zmniejsza - potwierdzają to również opinie osób, które nie widzą ich na co dzień. A na koniec bardzo miła pielęgniarka zapytała, czy nie wybieram się z nimi na bilans dwulatka. Zgodnie z prawdą odpowiedziałam, że oczywiście, ale w czerwcu.

Brak komentarzy: