sobota, 8 listopada 2008

we are the champions

Tak, jak powiedziała mi poznana na wakacjach niemiecka położna, nota bene, matka 14-letnich bliźniąt, każdy dzień przynosi teraz nowe umiejętności i z każdym dniem jest lepiej (o nieprzespanych nocach nie wspomniała, ale może nie wpadło jej do głowy, że 17-miesięczny Igorek może nie rozumieć, co znaczy "noc").

Chłopcy bez ustanku testują i ćwiczą nowe umiejętności. Igorek nauczył się wyrzucać brudne pieluszki do kosza - bierze złożoną przeze mnie pieluszkę w jedną rękę, a drugą ręką chwyta moją dłoń i maszeruje do kosza, gdzie z uśmiechem robi "bam!" i zamyka szafkę. Olafek z kolei zamyka wszystkie pozostałe drzwi - kiedy rano wstajemy i idziemy z sypialni do pokoju. Nie pomija nawet drzwiczek od pralki i zmywarki. Zresztą nastawianie prania i rozładowywanie zmywarki, to ulubione rozrywki bobasów.

Jeśli chodzi o chodzenie, to Olafek dosłownie biega. Igorkowi wciąż zdarza się poruszać na klęczkach, ale w dniu, kiedy zaczęłam się tym naprawdę martwić, za namową babci pokonał samodzielnie cały salon i kuchnię, więc teraz już wiem, że po prostu nie zawsze chce mu się maszerować...

Obaj dostali nowe samochodziki. Olafek od razu wypróbował swój - wsiadł na niego i rozwinął maksymalne przyśpieszenie, a potem ćwiczył zawracanie w miejscu podpierając się jedną nogą. Natomiast Igorek podszedł do sprawy analitycznie - najpierw zbadał dostępne melodyjki i funkcje świateł (można włączyć migacze) oraz bagażnik i klakson, a dopiero potem zaczął docierać nowy pojazd.

Dziś bobasy odkryły, że można przechodzić tunelem między kanapą i ścianą w dużym pokoju. Zorientowały się również, że w jednej z książeczek jest zdjęcie samolotu, (których, od czasu naszej podróży obaj są ich wielkimi fanami - na dźwięk samolotu zadzierają głowy i wpatrują się w zachmurzone niebo wskazując w górę palcami). Niestety, książeczka jest tylko jedna... A właśnie weszli w wiek, w którym wszystko powinno być w dwóch identycznych egzemplarzach - inaczej konflikt murowany i nie mówię o narzekaniu czy agresji słownej, ale o rękoczynach i wolnej amerykance z gryzieniem w głowę włącznie.

Z drugiej strony, potrafią również coraz lepiej kooperować. Przedwczoraj Olafek woził Igorka siedzącego dumnie na autku po całym mieszkaniu - inna sprawa, że często woził go w innym kierunku niż Igorek sobie życzył, ale obaj się cieszyli (do momentu, kiedy Olafek stwierdził, że usiądzie razem z bratem). Zdarza się też, że obaj jednocześnie zapragną się huśtać i usiądą na foczce. Próbują też grać ze sobą w piłkę - Igorek genialnie podaje.

Olafek nauczył się również robić "puk, puk!" zwija rączkę w piąstkę i puka do drzwi. Igorek z kolei rozwija umiejętność kokietowania otoczenia (jakby jego czarujący uśmiech nie wystarczył) i kiedy ktoś mu pomacha, albo w otoczeniu padnie zwrot zbliżony do "pa, pa!" macha i kręci obydwiema rączkami jednocześnie - jak przy robieniu "falbanek" we flamenco.

Dziś mieliśmy gości - moją koleżankę z półroczną córeczką. Olafek był zainteresowany głównie jej fotelikiem - gondolką, w którym bujał się, aż się przewrócił do góry nogami. Igorek natomiast nawiązał kontakt z obiema paniami. Młodszą usiłował karmić chrupkiem kukurydzianym, a do starszej uśmiechał się tak długo, aż wzięła go na ręce. (Nie bez powodu na wakacjach zaczęliśmy nazywać go "lady killer").

Brak komentarzy: