poniedziałek, 15 grudnia 2008

mother's little helper

Moje życie niepostrzeżenie i stopniowo zamieniło się w (bez)senny koszmar. Co noc właściwie od 2 lat walczę o 4 - 5 godzin nieprzerwanego snu, ale rzadko wygrywam. Mam dość - wszystko mi dolega, i wszystko mnie denerwuje, nic mnie nie cieszy, i nic mnie nie śmieszy. Przypuszczam, że to reakcja mojego systemu nerwowego na przeciążenie. Mam dość dobrych rad i współczucia. Po prostu chcę się wyspać.

Zgodnie z zasadą lepiej późno niż wcale, próbuję kupić prezenty gwiazdkowe. I tak zaobserwowałam pewien postęp zauważyłam, że w ubiegłym roku zamówiłam prezent dla męża 8. grudnia, a w tym już 5. Choć ponieważ 5. to piątek, w sumie wyszło na to samo, ale liczą się moje dobre chęci.

Usiłuję również kupić kuchenkę dla chłopców. I tu oprócz oczywistych barier cenowych, napotykam również na inne trudności. Po pierwsze, kuchenki te często są zaopatrzone w atrapy produktów spożywczych imitujące np. pieczonego kurczaka lub rybę. Jeśli to tylko odlew z plastiku, można go usunąć z opakowania przed zapakowaniem prezentu, ale co zrobić jeśli w opisie widnieje "piekarnik... z wizerunkiem pieczonego kurczaka"? Czy taki wizerunek da się z piekarnika zeskrobać? Po drugie, mniej więcej połowa kuchenek wykonana jest z różowego, seledynowego bądź turkusowego plastiku. Po wyeliminowaniu tychże oraz chorych wizji w stylu kuchenka-drzewko Kubusia Puchatka, wybór drastycznie się zmniejsza. Co zmusza mnie do przymknięcia oka na zachęty sprzedawców w stylu "świetny prezent dla każdej dziewczynki" albo "super kuchenka dla małej gosposi". Póki co moi synowie chowają się, mam nadzieję, w środowisku wolnym od seksistowskich uprzedzeń. Igorek uwielbia nosić moje opaski i bransoletki oraz sprzątać, a poza tym jego główną pasją jest elektronika. Olaf uwielbia auta, narzędzia, czytanie książek i gotowanie.

Największym wyzwaniem, jak co roku, pozostaje oczywiście kupno prezentu dla córki. Dopiero teraz rozumiem, co przeżywała moja mama przez te wszystkie lata...

A dobra wiadomość jest taka, że były u nas na rozmowie kwalifikacyjnej dwie kolejne kandydatki na nianię. Pierwsza, 29-letnia studentka, zwracała się do nas nieodmiennie per "wy" i na każdym kroku przekraczała granice. Poczęstowała Igorka czarną herbatą, a kiedy zaprotestowałam mówiąc, że przecież zawiera ona teinę, roześmiała się i powiedziała "a ja myślałam, że to zielona herbata". Na koniec zażądała "minimum 20 zł za godzinę, no bo dwójka dzieci". Druga, również studiująca dziennie, ale znacznie młodsza i znacznie bardziej wyciszona dziewczyna, wydała nam się tak sensowna, że od razu zaprosiliśmy ją na okres próbny.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

http://www.dadum.pl/go/_info/?id=4637&sess_id=2fa242451bd402d7ade4e8a9ea7e45d3 Sa tam wszakze jajka z bekonem i kawalki pizzy, ale moze poza tym spelni Twoje oczekiwania? Jest fajna, drewniana, nie jest rozowa :)