środa, 24 grudnia 2008

a strange day

O mały włos, a nie obchodzilibyśmy świąt w tym roku... Mąż tak się pokłócił z moją córką z pierwszego małżeństwa, że byłam gotowa zrezygnować z obchodzenia świąt w tym roku. Na szczęście to już przeszłość i mam nadzieję, że za jakieś 5 - maksimum 10 lat będziemy się wszyscy z tego śmiać. No, ale na razie musimy jakoś te kilka lat przeżyć.

Technicznie rzecz biorąc jest już Wigilia. A ja siedzę przy komputerze. Nic, ale to dosłownie nic, jeszcze nie przygotowaliśmy do świąt oprócz zakupów. Ale nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest, że odbyliśmy rozmowę - szczerą i prawdziwą - wszyscy troje. I mam nadzieję, że to coś zmieni. Oczywiście konflikty nie znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Tym bardziej, że córka jest w samym środku burzy zwanej dojrzewaniem, a my jesteśmy wyczerpani sprawowaniem opieki nad młodszym potomstwem. Ale najważniejsze jest to, że otworzyliśmy się na siebie nawzajem, byliśmy sobą i okazaliśmy dobrą wolę oraz chęć porozumienia. Jak zwykle wierzę, że miłość zwycięży. (Wiem, wiem, że brzmi to niewiarygodnie wprost naiwnie i wyświechtanie, ale mam zamiar być tak naiwna do 70. albo i dłużej).

Jutro czeka nas bardzo pracowity dzień. Trzeba będzie ubrać choinkę i przygotować wszystkie świąteczne potrawy oraz zapakować wszystkie świąteczne prezenty. Ale obiecuję znieść to jak kobieta, mimo iż, by uporać się z dzisiejszą sytuacją, wypiłam dziś dużo za dużo wina. Tak dużo, że tańczyłam mój ukochany kawałek Curów - "Strange Day" na tarasie - na szczęście dla sąsiadów - ze słuchawkami na uszach.

Uaktualnienie: mąż nastawił groch na kapustę z grochem do moczenia, a teraz właśnie instaluje 37-calowy telewizor, który kupił nam wszystkim na gwiazdkę. Więc jednak pewne przygotowania do świąt zostały poczynione.

A, i oddałam właśnie ostatnie chyba tłumaczenie w tym roku. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie ich więcej, i że znajdę wreszcie nianię, która mi tę pracę ułatwi. I mam jeszcze parę życzeń, o których teraz nie napiszę, żeby nie zapeszyć.

Dziwnie ostatnio żyję - śnię o ludziach, którzy do mnie dzwonią i dzwonią do mnie ludzie, o których śnię. Ale lubię takie życie - czuję, że zbliża mnie do tajemnicy, cokolwiek miałoby to znaczyć...

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

vini, vidi - iwka2002

szeptak pisze...

powodzenia, wytrwałości i siły życzę
dziękuję za pozytywna energię bijącą z postów
pozdrawiam