czwartek, 8 stycznia 2009

words are very unnecessary

Mimo, iż chłopcy śpią coraz lepiej, paradoksalnie, mam coraz mniej czasu. A jeśli nie prześpią w miarę przyzwoicie 2 nocy pod rząd, chodzę nieprzytomna. Widocznie organizm dopomina się zaległego odpoczynku z ostatnich 2 lat. Ale powoli wychodzę na prostą i odzyskuję siły mimo, iż nadal nie mamy opiekunki. Umówiona z nami dziewczyna zadzwoniła na dzień przed rozpoczęciem pracy mówiąc, iż otrzymała lepszą propozycję. I tak podobno mieliśmy dużo szczęścia, że w ogóle zadzwoniła, bo takie sytuacje zdarzają się nagminnie w naszym pięknym mieście słynącym z chronicznego deficytu opiekunek do dzieci.

Metodą na to, by nie wstawać do bobasów w nocy okazało się... niewstawanie do bobasów w nocy. Ponieważ wszelkie książkowe metody z przytulaniem, siedzeniem po cichu obok, układaniem z powrotem w łóżeczku itp. nie pomogły, metodą prób i błędów wypracowaliśmy swój własny system, który polega przede wszystkim na jak najmniejszej ilości interwencji. I to, że synkowie, przespali sylwestrową noc od 22. do 7. rano nie zważając na petardy i sztuczne ognie uważam za dobrą wróżbę. A propos Sylwestra - jestem chorobliwie wręcz przesądna. Jeśli wierzyć wróżbom, kolejny rok zapowiada się dość ciekawie, a to dzięki mojej mamie, która została w tę noc z chłopcami.

Co ciekawe, bobasy wróciły do drzemki w dzień, ale jedynie po spacerze. Co zmusza mnie do przebywania w tych skrajnych temperaturach, do których mój organizm jest nieprzystosowany. Czy wspominałam już, że nienawidzę zimy? Na dodatek na spacery chodzimy już bez wózka, bo w wózku jest zbyt nudno. Ma to swoje plusy i minusy. Nie muszę go pchać, ale za to często muszę nosić wijącego się Igorka pod pachą, a drugą ręką trzymać Olafka. Na szczęście ten ostatni o wiele lepiej niż brat radzi sobie z chodzeniem po wszelkiego rodzaju nawierzchniach i wolniej się męczy.

Igorek natomiast jest mistrzem wspinaczki - wchodzi dosłownie na wszystko. Ostatnio opatentował metodę przysuwania stołka lub krzesła do trudno dostępnych miejsc, co ułatwia mu rozpoczęcie wyprawy. Przewyższa brata również zdolnościami lingwistycznymi, choć nie komunikacyjnymi. Potrafi wyartykułować o wiele więcej dźwięków i ma bogatszy zasób słownictwa. O ile w ogóle możemy mówić tu o zasobie słownictwa - jego leksykologia obejmuje wyrazy: mama, mniam-mniam, nio-nio (zakaz), miau, wu-wu (samolot, odkurzacz i inne urządzenia wydające tego typu dźwięki). Okazjonalnie jest również w stanie nauczyć się jak robi wąż, lew lub pociąg. Niestety wszystkich tych wyrazów używa jedynie w obliczu najwyższej konieczności. W codziennych sytuacjach, podobnie jak brat, woli posługiwać się nieartykułowanymi pomrukiwaniami, jękami i okrzykami. Słyszałam, że niektórzy mężczyźni preferują ten sposób komunikacji z otoczeniem do czterdziestki albo i dłużej, ale mam nadzieję, że w przypadku moich synków będzie inaczej.

Brak komentarzy: