wtorek, 21 kwietnia 2009

choose a career

Dzisiejszy odcinek będzie krótki i poświęcony w całości mojej córce - Weronice. Przez trzy kolejne dni zdaje egzaminy gimnazjalne - to jest te na koniec gimnazjum, których wyniki zadecydują o tym, do jakiego liceum będzie mogła się dostać. Oczywiście, jak to zwykle bywa w takich sytuacjach, ja denerwuję się o wiele bardziej niż ona. Weronika nadal ma czas na mierzenie rozlicznych, fantazyjnych opasek do włosów i chodzi po domu ozdobiona łańcuchami niczym duch ojca Hamleta. Odbywa również długie rozmowy telefoniczne. Od nałogowego spotykania się ze znajomymi powstrzymuje ją jedynie szlaban, który dostała od taty. Zresztą sama przyznała, że dobrze, że się tak stało, bo dzięki temu może się trochę pouczy... Dopiero dziś nabyła drogą kupna podręczniki do powtórki z fizyki i chemii... A zapytana, czemu się nie stresuje, zastrzeliła mnie moją własną maksymą sprzed kilu lat: "Co ma być, to będzie. Misia biorę wszędzie". Mam nadzieję, że wyżej wymieniony miś przyniesie jej szczęście w czasie wyżej wymienionych egzaminów...

1 komentarz:

Aneta i Twinsy pisze...

Bardzo mocno trzymam kciuki :) Przezylam to samo rok temu. Da sie przezyc, naprawde. Najsmieszniejsze w tym jest to, ze ten egzamin tak naprawde niczemu nie posluzyl (oprocz stresu matek).