wtorek, 14 kwietnia 2009

people are strange

Dzisiejszy odcinek będzie poświęcony ludziom, z którymi los regularnie styka mnie wbrew mojej woli, a mianowicie, moim sąsiadom. Głównymi bohaterami dzisiejszego odcinka będą starsza sąsiadka-blondynka z naprzeciwka oraz młody, łysy sąsiad z góry. Tę panią do pewnego czasu uważałam za bardzo gadatliwą, acz nieszkodliwą maniaczkę sprzątania i pielęgnacji roślin - na własnym tarasie i całym osiedlu. Tak było do momentu, kiedy zaczepiła naszą ówczesną opiekunkę proponując jej lepsze warunki pracy u swojej córki. Tego pana od początku nie lubiłam. Mieszkam w naszym bloku od prawie 6 lat. On wraz z żoną i dwójką dzieci wprowadził się jakieś 3 lata temu. Nasze pierwsze spotkanie wyglądało w ten sposób, iż nie chciał wpuścić mnie na klatkę dopytując się do kogo idę. Mimo, iż wyjaśniłam mu, iż mieszkam w tym bloku od dawna, nie wydawał się przekonany, czemu daje wyraz do tej pory ostentacyjnie mijając mnie na klatce i nigdy, ale to nigdy nie mówiąc "dzień dobry".

Moje dzisiejsze interakcje z wyżej wymienionymi sąsiadami zapoczątkowało spotkanie sąsiadki w drodze na nasz skromny plac zabaw. Pani jak zwykle szczebiotała bez ładu i składu, a ja jak zwykle starałam się być uprzejma. Ale, kiedy doszła do stwierdzenia "ale teraz to już coraz lepiej?" (mając oczywiście na myśli opiekę nad chłopcami), nie wytrzymałam i z uśmiechem odpowiedziałam "nie, wręcz przeciwnie, jest coraz gorzej".

O tym, jak bardzo prawdziwe były moje słowa, niebawem miała się przekonać nie tylko ona, ale wszyscy obecni w domach sąsiedzi. Po około 20 minutach spaceru Olafek wpadł w histerię. Darł się na całe podwórko. Przyniosłam go wierzgającego do domu i tam darł się dalej. Ponieważ wiedziałam, że obaj chłopcy są zmęczeni i śpiący, w pośpiechu przygotowywałam im mleczka, które codziennie piją zasypiając. I oczywiście stała się rzecz najmniej pożądana w takiej sytuacji, a mianowicie, zadzwonił dzwonek do drzwi. Bojąc się, że kolejny dzwonek zakłóci ich planowaną drzemkę, poszłam otworzyć.

Jakież było moje zdumienie, gdy okazało się, że w drzwiach stoi mój ulubiony sąsiad z córką na rękach. Stał z uśmiechem na ustach i tradycyjnie nie mówiąc "dzień dobry" odezwał się w te słowa:
on: Tak sobie właśnie schodziłem, to pomyślałem, że zapytam czy u Pani wszystko w porządku?
ja: Tak. A czemu Pan pyta?
on: No bo słyszę, że dzieci Pani płaczą.
ja: Aaa, to Pana dzieci nie płaczą?
on: No, jak będą tak płakały, to mam nadzieję, że Pani do mnie też zajrzy?
I szczerze mówiąc, Drogi Czytelniku, w tym momencie mnie zatkało. Oczywiście esprit d'escalier podpowiedział mi, że trzeba było poinformować go o kilkudziesięciu przypadkach, w których jego dzieci wyjące na klatce schodowej, budziły moich synków z popołudniowej drzemki; ale w tej sytuacji stać mnie było jedynie na:
ja: Nie! Dziękuję!
I trzaśnięcie drzwiami.
Swoją drogą ciekawe, co by zrobił, gdybym poprosiła go o pomoc np. przy przewijaniu albo żeby zaśpiewał chłopakom kołysankę? Może powinnam następnym razem spróbować? Żartuję, lepiej nie, zwłaszcza pamiętając, że kilkakrotnie pytała nas o niego policja.

Kiedy chłopcy w końcu usnęli, przemiła skądinąd, pani Bożena, która dba o czystość naszego domu, powiedziała, mi, że widziała ciekawy program o bliźniętach; z którego płynęły następujące wnioski - matki bliźniąt często zapadają na depresję i często rozpadają się ich małżeństwa!

I choć przez resztę dnia starałam się efektywnie i w miłej atmosferze załatwiać rozliczne sprawy urzędowe oraz kultywować dobry nastój; dowiedziałam się jeszcze, że Igorek ma próchnicę co najmniej 5 (!) ząbków, a starsza (16. letnia) córka piła wczoraj alkohol!

Na pocieszenie (siebie samej) mogę tylko dodać, że patologiczna rodzina sąsiadów z naprzeciwka przygarnęła ostatnio kotka. A jej najmłodszy członek, który do niedawna zajmował się jedynie ślęczeniem przed komputerem i pluciem (sic!) przez okno z pierwszego piętra, nie tylko regularnie wychodzi z owym kotkiem na spacer, ale nawet, uprawia z nim jogging!

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

chyba nie powinien, a rozbawił mnie ten post...tak trochę... przez łzy...-iwka2002