wtorek, 28 lipca 2009

before the storm

Wreszcie wyjrzało słońce. I dosłownie i w przenośni... Niedziela była naprawdę krytyczna... Igorek już od soboty ma katar (pewnie zaraził się od siostry), ale znosi go mężnie i dzielnie wydmuchuje nosek. Olafka zmogło tak naprawdę dopiero w niedzielę rano, ale niestety, jak zwykle, bardzo ciężko znosi chorobę. Nie umie wydmuchiwać noska i w ogóle niewiele z jego kataru pojawia się na zewnątrz, za to zaczął okropnie kaszleć i przez całą niedzielę bardzo gorączkował i praktycznie cały czas chciał spać u mnie na kolanach - każde odłożenie go - nawet, żeby pójść do łazienki, kończyło się wielkim płaczem. Zaaplikowałam chłopcom domową kurację - witaminę C z "Polskiej Róży", "Nasoheeel" i Pulmex Baby - Olafkowi również z oklepywaniem klatki piersiowej z obu stron. (Niestety firma Dagomed chyba upada, bo nigdzie nie mogłam dostać ich świetnego skądinąd syropu "Malia"). Już po jednym dniu takiej kuracji widać było ogromne zmiany - Olafek, wprawdzie nadal marudny, ale bez gorączki i z dużo mniejszym katarem, a Igorek prawie w ogóle bez kataru i w dalszym ciągu bez kaszlu. Dzięki temu mogliśmy dziś pójść na długi spacer - zwiedzaliśmy nowy plac zabaw. Kiedy wracaliśmy do domu na obiad mimo jaskrawego słońca widzieliśmy granatowe chmury gromadzące się na niebie - w tym świetle wszystkie bloki wprost świeciły bielą ścian i złotem okien - za to kocham blokowiska...

Wreszcie udało mi się porozmawiać z moim ukochanym przez komunikator (łącze ma obecnie tylko w pracy) i zaczęła znów działać jego komórka. Jest szansa, że zamieszkamy wreszcie razem pod Barceloną w połowie sierpnia (!). Jutro ma kupić bilety na samolot i jeśli wszystko dobrze pójdzie zobaczymy się za niecałe 2 tygodnie!

Dziś rozmawiałam z kolejnymi agentami nieruchomości i tym razem postanowiłam stawiać sprawę jasno - nasze mieszkanie nie nadaje się do wynajęcia 6. studentom i w przypadku takich propozycji - szkoda mojego czasu i nerwów moich dzieci na jego pokazywanie. Po dwóch wizytach pana "złota rączka" połowa rzeczy, które "zreperował" już się rozpadła, w związku z czym wybieram się jutro do OBI po papier ścierny, puszki, kołki rozporowe, wałek i tackę i tym podobne i mam zamiar naprawić resztę we własnym zakresie. Bardzo się dziś zdenerwowałam słysząc dziś uwagę o "czystym mieszkaniu" - agent, który ją wygłosił, miał na myśli ściany pomalowane przez chłopców kredkami (!). Nie omieszkałam zwrócić mu uwagi, iż nasze mieszkanie jest zapewne czystsze niż większość mieszkań, w których dzieci nie malują na ścianach.

W ogóle postanowiłam być bardziej asertywna, bo odkąd przestałam na codzień użerać się z rozmaitymi osobnikami w biurze, którego byłam menadżerem, stałam się miękka jak plastelina...

Moja fryzura jest świetna, jednak zupełnie nie nadaje się do mojego rodzaju włosów (miękkich i układających się). Pozostaje mi mieć nadzieję, że włosy szybko odrosną.

Nigdzie nie mogę znaleźć GPSa z pionowym wyświetlaczem, a palmtopa nie chcę. Ponieważ potrzebuję TMC, a automapy niekoniecznie, pozostają mi firmy takie jak: Tom Tom czy Mio i będę je musiała kupić nawigację w Polsce (chcę mieć polskiego lektora) bez możliwości serwisowania jej w Hiszpanii.

Z kolejnych, dobrych wiadomości - nasza kotka Yakuza się znalazła! W sobotę moja córka udała się do pobliskiej restauracji, w której zwykła się stołować (nasza kotka, nie córka) i dowiedziała się, że Yakuza pojawia się tam codziennie na posiłki, a raz nawet tam nocowała! Przedwczoraj, ów niewdzięczny kocur pojawił się późnym wieczorem w domu, tylko po to, by opróżnić miskę, ale wczoraj po kolejnym posiłku, zatrzymałam ją w domu i całą noc przespała grzecznie na sofie w salonie.

3 komentarze:

Anonimowy pisze...

fajnie, że kicia wróciła.
no i że już niedługo podróż.
ja tez miałam kiepską niedzielę, na imieninach u teściowej mój roczny dzieciak został poczęstowany "mięskiem" przez swojego o pół roku starszego kuzyna. podobno trochę zjadł. oczywiście nie było mnie przy tym, ale wszyscy obecni mieli wielki ubaw... hahaha...rodzina ach rodzina...

fajnie jak piszesz tak często posty :) :) :)

monia

Aneta i Twinsy pisze...

Trzymam kciuki za pomyslne zalatwienie wszystkich spraw, strasznie mocno Ci kibicuje i podziwiam za sile i samozaparcie! I zycze jak najszybszego scalenia rodziny!

dkf pisze...

fajnie, że ktoś to czyta :D. dzięki dziewczyny! co do dalszej rodzinki, to się nie wypowiem, bo sama mam wybitnie toksyczną :P