piątek, 31 lipca 2009

lost in the supermarket

Dziś cały, misternie uknuty plan dnia mi się rozpadł... Kilka dni temu oddałam nasz odkurzacz ponownie do naprawy, ponieważ rezultat pierwszej był niezadowalający. A wczoraj, w natłoku zajęć typu pokazywanie mieszkania, podłączanie mojego komputera do sieci w pobliskiej kafejce, zmywanie dziecięcych bazgrołów ze ścian itp., zapomniałam go odebrać. Dziś rano przybyła nasza pani sprzątająca i... nie było odkurzacza. W związku z tym wykonałam telefon do serwisu - "poza zasięgiem"; zdesperowana pojechałam na miejsce i pocałowałam klamkę. Wróciłam więc do domu i ustaliłam z panią Bożeną, że dziś zamiast sprzątać - zajmie się chłopcami. To pozwoliło mi pojechać na Saską Kępę w poszukiwaniu mebelków dla nich oraz w jeszcze kilka miejsc w poszukiwaniu GPSa.

Mebelki mam już upatrzone, nawet wytargowałam rabat za hurtowe zakupy. Co do GPSów, to stwierdzę tylko, że sprzedający je panowie, powinni według mnie wykazywać się większą dozą logicznego myślenia... Dam 2 przykłady. Po pierwsze, pytam w salonie gps, czy są jakieś urządzenia z pionowym wyświetlaczem, oprócz palmtopów i słyszę "nie, nie ma, nikt takich nie produkuje." Na to stwierdzam, że to nielogiczne, bo przecież jedzie się do przodu... Po chwili dostaję gpsa, który mnie interesuje, do ręki - bez problemu przekręcam wyświetlacz o 180 stopni i pytam, czy widok da się ustawić wertykalnie - "tak, oczywiście, bez żadnego problemu" (!). Następnie pytam o zasilanie "pewnie z gniazdka zapalniczki?". "Tak!". Więc mówię, że kupiłam to auto używane, bez zapalniczki... I nie jestem pewna, czy to gniazdko działa, na co słyszę "to niech Pani podłączy kompresor". "A co to jest kompresor?!

Z dobrych wiadomości:

Za tydzień (!) przylatuje mój mąż kochany! Strasznie się z tego cieszę. Miałam nawet plan, żeby porwać go na jakieś ogniste tete-a-tete, ale ponieważ przylatuje wieczorem, a odlatuje następnego dnia rano wraz ze wszystkimi moimi dziećmi, pewnie zawiozę go wprost do domu...

Naszego zdziczałego kota znalazłam dziś pod śmietnikiem...

To nie moje dzieci tak zawodzą o tej porze, to dzieci sąsiadów...

Moja ulubiona siostra cioteczna, wczoraj wróciła znad morza i jutro nas odwiedzi! Mam nadzieję, że zostanie na dłużej...

UPC, które wbrew wcześniejszym ustaleniom, odłączyło mi wczoraj Internet, dziś po 5 (sic!) telefonach, dziś mi go przywróciło...

Chyba znalazłam opcję tańszej przeprowadzki - tzn, takiej, do której nie będziemy musieli dopłacać 500 euro...

Wszystkie moje dzieci wydają się zdrowieć - to znaczy, mniej kaszlą i mają mniejszy katar.

1 komentarz:

bluszcz pisze...

trzeba będzie w kilka godzin w nocy nadrobić ten miesiąc ;) kup dużo prezerwatyw ;)