czwartek, 2 lipca 2009

there are things you can't escape from...

Nasza rodzina gwałtownie się kurczy. Najpierw wyjechał mąż. A dziś moja córka wyruszyła ze swoim chłopakiem i jego ojczymem na Open'er. Nie zdziwię się, jeśli chłopcy zaraz spakują swoje małe plecaczki i też gdzieś wyruszą. A tak poważnie, to chyba oni też myślą o tym niezrozumiałym dla nich znikaniu kolejnych członków rodziny. Już od wczoraj na każdy dzwonek lub sygnał domofonu Igorek pyta "Tata, tata?" i oczywiście obaj biegną do drzwi. Dzisiaj byli bardzo przejęci pożegnaniem z Weroniką i jeszcze długo po jej wyjściu pokazywali na drzwi jej pokoju - Igorek mówiąc "Gugu, Gugu!" (tak ją nazywa), a Olafek wydając nieartykułowane pomruki i pokrzykiwania. W ogóle odkąd wyjechał Rafał są bardzo niespokojni, zasypiają z trudem po 22. i budzą się około ósmej. Rano Igorek kilkakrotnie pytał o tatę wskazując drzwi domu i drzwi pracowni męża. Usiadłam z nim i tłumaczyłam mu, że tata poleciał daleko samolotem. Igorek myślał chwilę i zaczął pytać "Mama? Mama?". Kiedy mu powiedziałam, że mama nigdzie nie poleci i będzie z nim i braciszkiem przez cały czas, wyglądał na trochę spokojniejszego. (Właśnie wróciłam od Olafka, który przebudził się z krzykiem).

Zostawszy na gospodarstwie jedynie z chłopcami zamiast się wyluzować i odpocząć spędziłam kolejny pracowity dzień selekcjonując nasz dobytek przed przeprowadzką. Wyniosłam do recyklingu, na śmietnik i pod śmietnik: 2 kartony słoików, 1 karton butów, 1 karton zabawek, 1 karton pościeli i ręczników i 1 karton płyt. Przy okazji znalazłam zagubione gondolki od wózka, który sprzedałam i elektryczną gitarę mojego męża. Zdążyłam również nastawić małosolne ogórki i odkamienić czajnik i armaturę w kuchni (w całym domu śmierdzi octem). Pozbyłam się też dwóch nietrafionych prezentów przekazując je dalej. Oczywiście sporządziłam rozpiskę wszystkich pomieszczeń w domu z wykazem tego, co trzeba w każdym z nich przejrzeć i posortować, ale już widzę, że jest zbyt enigmatyczna, by mogła być motywująca. Na przykład pod hasłem "kuchnia" widnieją "szafki", ponieważ w kuchni oprócz sprzętu AGD mamy tylko szafki. A taki zapis uniemożliwia mi skreślenie z listy szafki ze słoikami, narzędziami, garnkami,apteczki itp.

Przyjęłam dziś również dwie agentki nieruchomości z ich klientami. Miałam w swoim życiu trochę do czynienia z agentami nieruchomości, ale te dwie panie przebiły wszystkich. Były u mnie już drugi raz. Za pierwszym razem starsza z nich w progu bez żadnych wstępów spytała "To co? Możemy się tu trochę rozejrzeć?". I wyglądała na zszokowaną, kiedy wyciągnęłam do niej rękę, przedstawiłam się i powiedziałam "Dzień dobry!". Dziś odnotowałam pewien postęp, a mianowicie, powiedziała mi dzień dobry wchodząc. Jednak potem całkowicie ignorowała moją osobę i moje próby wtrącenia czegokolwiek do rozmowy, którą prowadziła ze swoją koleżanką i oglądającą mieszkanie parą studentów. Oczywiście cała czwórka przemaszerowała po całym mieszkaniu w butach, nie bacząc na to, że podłogi są świeżo umyte (niektóre były jeszcze mokre), a ja i dzieci chodzimy na bosaka. Zepsuty tą wizytą humor poprawił mi telefon od innego agenta, który zapowiedział na poniedziałek kolejnych oglądających - parę doktorów z jednym dzieckiem i drugim w drodze.

Poranna wizyta taty Weroniki, który przyjechał zabrać ją na miejsce przedfestiwalowej zbiórki, również natchnęła mnie optymizmem. Podobnie jak ja ze zgrozą zaprotestował widząc jak nasze dziecko pakuje luzem do jednej torby kalosze, ciuchy i bieliznę (sic!). I zapowiedział, że mieszkając u niego będzie musiała utrzymywać porządek. A w ogóle to stwierdził, że "baby nie będą mu włazić na głowę" (miał na myśli Weronikę i jej kotkę Yakuzę) i tego z całego serca im wszystkim życzę.

Przy okazji szybkiego gotowania dla chłopców, którzy są obecnie na lekko antycandidowej diecie, wpadłam na pomysł prostej i smacznej kaszki śniadaniowej bez dodatku cukru czy bakalii.

Przepis

ugotowana na wodzie kasza (ja akurat miałam okrągły, brązowy ryż z poprzedniego dnia) lub nieugotowane płatki
jabłka
mleko kokosowe

Obrać i pokroić jabłka na drobne kawałki, dodać do zbóż, zalać mlekiem kokosowym. Gotować, aż jabłka będą miękkie.

1 komentarz:

rudio pisze...

Spoko, bliżej niż dalej :) Zaraz będzie czekał penthouse na was :P:*

¡Adios!