środa, 1 lipca 2009

this used to be my playground

Dziś, a właściwie już wczoraj odwiozłam mojego męża na lotnisko. Jest już w Barcelonie... Jeszcze to do mnie chyba nie dotarło... Ta podwójna świadomość - około miesięcznej rozłąki i tego, że klamka zapadła i naprawdę wyjeżdżamy. Mam mnóstwo spraw do załatwienia przed wyjazdem i to, mam nadzieję, pozwoli mi ten trudny okres przetrwać. Staram się robić rzeczy po kolei i do końca, co nie jest łatwe, bo większość z nich się zazębia. I staram się nie myśleć o wszystkim, co trzeba zrobić, bo chyba bym zwariowała - myślę tylko o następnym kroku. Czy się boję? Jasne, że się boję. Ale bez lęku nie można wykazać się odwagą. A kiedy jest mi już naprawdę źle myślę o dwóch przyjemnych rzeczach, które mnie w najbliższej przyszłości czekają. Pierwsza, to mieszkanie przez kilka dni z moją siostrą cioteczną i zarazem przyjaciółką, która zgodziła się mi pomóc i zaopiekować się chłopcami, żebym mogła się zająć pakowaniem. Druga, to samotna podróż autem z Warszawy do Barcelony.

Co ciekawe, mój ukochany, który często narzekał na nasz kraj i warunki życia tutaj, przed wyjazdem stał się nostalgiczny i posunął się nawet do stwierdzenia, że "to chyba nie jest najgorsze miejsce do mieszkania". Nie chcę nawet myśleć o tym, co przed wyjazdem będę przeżywać ja z moim przywiązaniem do Warszawy i Ursynowa w szczególności... Oczywiście już teraz wpadam na ulicy na bardzo dawno nie widzianych znajomych i przyjaciół, a ci, z którymi utrzymywałam luźne kontakty, nieoczekiwanie stają się mi bliscy... Po ponad roku odezwała się teściowa. Ale i tak nie przebije, opisywanego już kiedyś na tym blogu, sąsiada z góry, który po raz pierwszy odkąd tu mieszka powiedział mi dzień dobry (sic!). I na dodatek wreszcie zrobiła się piękna pogoda - uwielbiam letnie upały i letnie burze.

Na razie jednak skupiam się na prostych, prozaicznych czynnościach. Na sfotografowaniu w wysokiej rozdzielczości silnika mojego wystawionego na sprzedaż auta tak, żeby było widać błotniki. Na zamówieniu w supermarkecie zgrzewki mleczka ryżowego dla chłopców. Na odebraniu odkurzacza z naprawy. Na ściągnięciu z drugiej strony Warszawy fachowców od rolet, którzy wymienią przetarte linki. I na wyprzedaży ciuchów z mojego sklepu, jak ktoś ma ochotę zajrzeć, to zapraszam:
wyprzedaż w glam.pl

Brak komentarzy: