piątek, 7 sierpnia 2009

hello goodbye

Dziś po 38 dniach rozłąki zobaczę mojego męża. Nawet nie będę pisać, że bardzo za nim tęsknię, bo stłumiłam te wszystkie uczucia, żeby jakoś w miarę normalnie funkcjonować. Na początku rozłąki na dźwięk jego głosu lub widok jego twarzy od razu zaczynałam płakać... Stopniowo jednak udało mi się świadomie wytworzyć mechanizmy obronne skuteczne do tego stopnia, że ostatnio udawało nam się nawet pośmiać przez Skypa. Choć oczywiście wszystko ma swoją cenę. W moim przypadku na tle innych klasycznie nerwicowych zaburzeń, takich jak: ataki duszności, zawroty głowy i kołatanie serca, że nie wspomnę o codziennym bólu brzucha; najbardziej rzuca się w oczy brak snu.

Dziś nawet umówiłam się z córką, że rano zajmie się chłopcami, a ja trochę odeśpię. Niestety raz obudzona nie umiałam już zasnąć. Trudno, powitam ukochanego jak moja remarque'owska imienniczka - z podkrążonymi oczami. Ale za to mimo natłoku zajęć udało mi się odwiedzić moją ulubioną kosmetyczkę oraz zrobić sobie manicure i pedicure.

Trochę się obawiam, że to spotkanie i rozstanie prawie zaraz nas emocjonalnie wykończy. Ale w sumie jakoś daliśmy sobie radę z tym ostatnim, bezterminowym rozstaniem. Naprawdę byłam zdziwiona jak mało było wtedy łez i rozpaczy... Ale chyba inteligencja emocjonalna polega, między innymi, na tym właśnie, że coraz łatwiej radzimy sobie w podobnych, obciążających psychikę sytuacjach? Wczoraj rozmawiałam na ten temat z dwoma osobami. Nasza niania sama stwierdziła, że się uczy i że wczorajsze pożegnanie z chłopcami przeżyła dużo mniej stresująco niż poprzednie ponad rok temu, kiedy rezygnowała z pracy u nas. Moja ulubiona kuzynka, której cała rodzina pochodzenia mieszka na stałe we Francji, powiedziała mi, że po latach przywitań i pożegnań, wie już dokładnie jak to załatwiać, żeby bardzo nie bolało.

A propos bólu, to naprawdę boli mnie, że nikt oprócz mojej kuzynki nie próbował nawet pożegnać się z chłopcami, a na pozór obcy ludzie płaczą żegnając się z nimi... Moja mama we wczorajszej rozmowie telefonicznej stwierdziła, że nie może przyjechać się z nimi pożegnać, "bo przecież pracuje". (Dla ułatwienia dodam, że w ciągu ostatnich 2 miesięcy widziała chłopców tylko jeden raz; a pracuje u mojego brata i jego żony opiekując się ich córką) . Następnie zapytała, na ile wyjeżdżamy i kiedy odpowiedziałam, że na rok, a potem zobaczymy, powiedziała: "to przyślij mi czasem jakieś zdjęcia chłopców mailem".

Brak komentarzy: