poniedziałek, 3 sierpnia 2009

we're leaving for Venus

Zaczynają się pożegnania. Dziś po raz ostatni była u nas p. Bożena, która zwykle sprzątała nasze mieszkanie, ale ostatnio głównie zajmowała się bobasami. Kiedy ściskałyśmy się na pożegnanie, miała łzy w oczach i powiedziała, że dziś, jak na złość, chłopcy byli bardzo słodcy i że nie chce się z nimi żegnać... Ja zachowałam zimną krew, dokąd nie wyszła, bo wtedy się rozpłakałam...

I wynajęłam wreszcie nasze mieszkanie, bezpośrednio, choć po raz kolejny zeszłam z ceny. Jestem bardzo dobrej myśli, bo zamieszka tu miła para z 3 córeczkami, która nie mieści się już w swoim dotychczasowym 2-pokojowym mieszkaniu. Kiedy wychodzili, usłyszałam, jak najstarsza, 4-letnia dziewczynka, mówi: "Bardzo miła jest ta pani. Ta z niebieskimi włosami".

Ze złych wiadomości: dzisiaj właśnie para, z którą miałam jechać do Barcelony, rozmyśliła się. Więc najprawdopodobniej czeka mnie samotna podróż... Nic w tym w sumie złego, tylko już cieszyłam się na myśl, że skoro będzie drugi kierowca, to pokonamy trasę bez nocowania, bo jedna osoba może spać na tylnym siedzeniu. Po prostu muszę sobie nagrać więcej płyt na drogę...

Fachowiec, który mnie oszukał, wypiął się na mnie zupełnie... Ponadto 2 sprzedawców z Allegro, chyba nie zamierza mi wysłać towarów, za które zapłaciłam, ani oddać mi za nie pieniędzy... Strasznie jestem naiwna.

Dziś dowiedziałam się również, od mojego kochanego męża, że w salonie nie mamy nic do siedzenia, oprócz krzeseł(!). Wypatrzyłam dziś w Ikei całkiem fajną sofę, ale w końcu jej nie kupiłam, bo nie bardzo wyobrażałam sobie jej przeożenia naszym autem, a nie chciałam za kolejny, ikeowski transport płacić.

Jutro spróbuję zgrać jej przewiezienie z naszą przeprowadzką do Terrassy. Zwłaszcza, że nie wyobrażam sobie, żeby moja córka i jej najlepsza przyjaciółka, (którą również zabieramy do Hiszpanii), spały na karimatach przez 3 tygodnie. Zresztą już i tak zgrywam już tę naszą przeprowadzkę z odbiorem mebelków dla chłopców ze sklepu na Saskiej Kępie, przeprowadzką mojej córki i jej kota do jej taty i odbiorem części moich mebli od mojej mamy. (Mam nadzieję dyplom z logistyki zaocznie odebrać).

Dziś zmieniłam też swój adres do korespondencji w kolejnych 3 instytucjach. Dziwne to wszystko...

Brak komentarzy: