środa, 6 stycznia 2010

I... I will begin again

Nasza chorobowa "passa" trwa. W Nowy Rok mój kochany mąż skręcił sobie nogę w kostce. I to bynajmniej nie z powodu imprezowych szaleństw, ale dlatego, że stanął na plastikowym kubeczku, który bobasy zostawiły na schodach. W związku z czym w tym tygodniu jest z nami w domu i pracuje zdalnie. Przyznam, że bardzo mi to życie ułatwia, bo nie dość, że więcej zajmuje się chłopcami, to jeszcze gotuje nam dobre rzeczy.

Wczoraj wieczorem, kiedy szłam ulicami Terrassy po raz kolejny poczułam się totalnie wyalienowana i dotarło do mnie, że nigdy do końca nie zrozumiem, ani tego miasta, ani jego mieszkańców. Mimo deszczu na ulicach były tłumy - głównie rodziny z dziećmi. Tylko dosłownie wszyscy szli w odwrotnym niż ja kierunku... Dzieci machały chorągiewkami z koroną, a ulice były zasłane pustymi i pełnymi papierkami od cukierków. Tak właśnie kończył się festyn z okazji święta Trzech Króli w centrum miasta, który zgromadził chyba wszystkich jego mieszkańców. Zresztą tutaj w Terrassie, albo jest całkiem pusto, albo na ulicach są tłumy. Zupełnie jakby autochtoni stanowili jeden, wspólny, żywy organizm. W kosmopolitycznej Barcelonie czuję się jednak dużo bardziej na miejscu...

Zresztą ogólnie czuję się lepiej, choć jestem bardzo zmęczona, bo nadal nie śpię po nocach. Buduję w sobie wiarę, że ten rok przyniesie pozytywne zmiany, które być może już się zaczęły...

Dziś była u nas potencjalna babysitterka. Gotycka, kulturalna i dobrze mówiąca po angielsku weganka. Spóźniła się tylko dziesięć minut, co jak na tutejsze standardy oznacza bycie przed czasem. Widać wprawdzie, że nie ma dużego doświadczenia, ale chłopcy - zwłaszcza Igorek - bardzo ją polubili. Doszło do tego, że pod koniec spotkania głaskał ją po ręce, a potem sam usiadł jej na kolanach (sic!). A na pożegnanie oba bobasy obdarowały ją obślinionymi buziakami. Oboje z mężem byliśmy w pozytywnym szoku. W przyszłym tygodniu zacznę wdrażać ją w obowiązki opiekunki i mam nadzieję, że chłopcy nie pokażą się jej od najgorszej strony, a przynajmniej nie od razu, bo mimo naszych ostrzeżeń, była nimi oczarowana...

W związku z powyższym zaczęłam szukać pracy w szczerze znienawidzonym, wyuczonym zawodzie nauczycielki angielskiego. Niestety bez dobrej znajomości przynajmniej jednego z tutejszych języków, nie mam raczej szans na inną, dobrze płatną pracę.

Znalazłam również nowego partnera do wymiany językowej i mam nadzieję, że okaże się on bardziej profesjonalny i dyspozycyjny, niż osoba, z którą spotykałam się poprzednio...

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

ajanko kochana wszystkiego dobrego na Nowy Roczek dla Ciebie i Twojej Rodzinki- iwka2002 z Weronką

Anonimowy pisze...

wszystkiego najlepszego :) Ciesze sie ze idzie ku dobremu :)
sciskam
ania