środa, 3 marca 2010

rock'n'roll nas bardzo lubi kochanie, my właśnie tak żyjemy!

To będzie dla odmiany kolejny, optymistyczny post. Każdą wolną chwilę spędzam w Barcelonie i powoli zaczynam myśleć o szukaniu tam mieszkania. Abstrahując od kwitnących mimoz, żonkili i drzew owocowych - czyli wiosny, po prostu czuję, że to jest moje miejsce na Ziemi...

Wielkimi krokami zbliżają się moje kolejne (niestety tym razem okrągłe) urodziny. Wielce pocieszające w tym wszystkim jest to, że po pierwsze moja mama przyjeżdża do nas na tydzień w dzień po moich urodzinach, a po drugie, dwie moje przyjaciółki zaproponowały,żebym zrobiła imprezę urodzinową u nich w domu. W związku z czym planuję zostawić mamę z bobasami i wraz z ukochanym wybyć na urodziny do Barcelony (obie mieszkają w centrum).

Poznaję coraz więcej ludzi, miejsc, zwyczajów, potraw i oczywiście słów. Przedwczoraj odbyłam pierwszą rozmowę kwalifikacyjną w szkole językowej - bez względu na jej wynik (którego jeszcze nie znam) bardzo podbudował mnie fakt, że przepytująca mnie osoba władała angielskim gorzej ode mnie, a moje konkurentki - native speakerkami - nie potrafiły zgadnąć skąd jestem.

Coraz więcej i coraz szybciej się dzieje, sypiam po 5 godzin na dobę, dużo gadam z ludźmi, piję dużo wina i oglądam dużo dobrych (głównie cyberpunkowych) filmów. Muszę chyba nabyć drogą kupna jakiś wegański suplement, bo taki tryb życia, choć bardzo przyjemny, jest jednak dość męczący...

Brak komentarzy: