środa, 25 sierpnia 2010

home is where I want to be

Nadal nie wiem, gdzie ja i chłopcy będziemy mieszkać od września. Nadal zajmujemy luksusowe i drogie mieszkanie w Terrassie. Umowę najmu już wypowiedzieliśmy i teoretycznie powinniśmy się stąd wyprowadzić 31. sierpnia, co jest całkowicie nierealne - zwłaszcza, że to już dziś! O dziwo, specjalnie się tym nie przejmuję - mam nadzieję, że na właścicielu mieszkania tydzień bądź miesiąc wynajmu dłużej nie zrobi wrażenia, podobnie jak to, że od 6 tygodni (sic!) nie mamy ciepłej wody. Zresztą Terrassa jest pełna mieszkań do wynajęcia - z powodu kryzysu całe nowo wybudowane bloki stoją puste.

Dla ułatwienia dodam, że na początku jeszcze o tę wodę walczyliśmy - zgłosiliśmy awarię bojlera właścicielowi, który po tygodniu stwierdził, że on nic nie może zrobić, ale skontaktuje się z agencją, przez którą wynajmujemy mieszkanie i oni temu zaradzą. Po 2 tygodniach zostałam poinformowana, że pojawi się fachowiec. Pojawił się i po ponad godzinie grzebania w nieszczęsnym bojlerze stwierdził, że trzeba wymienić w nim jakieś części. Ponieważ działo się to w piątek przed sjestą, obiecał, że wróci z tymi częściami po południu. Wyszedł zostawiając w kuchni rozkręcony bojler i mnóstwo czarnego pyłu na podłodze i... tyle go widziałam. Po południu zadzwonił do mnie jeszcze mówiąc, że nigdzie nie udało mu się tych części znaleźć, ale na pewno kupi je w następnym tygodniu i pojawi się u nas w poniedziałek lub wtorek. Kolejny fachowiec pojawił się równo tydzień po pierwszym - zobaczył rozkręcony bojler bez owych części i bardzo się zdziwił. Kiedy wyjaśniłam mu, co się stało, pokręcił głową z niedowierzaniem i stwierdził, że "w ogóle nie rozumie, jak można tak postąpić, zwłaszcza widząc, że w domu mieszka dwójka małych dzieci". Obiecał zamówić brakujące części przez Internet i pojawić się z nimi w następnym tygodniu. Oczywiście on również przepadł bez wieści... Myjemy się w zimnej wodzie - najczęściej na tarasie, kiedy jest gorąco.